Cień motocyklisty

Wczoraj wpakowałam się w nocną jazdę, krętą drogą przez las. Nie, nie zrobiłam tego świadomie – zmusiła mnie do tego niespodziewana „awaria”. Ale zacznijmy od początku…

Godzina 19, a ja przypomniałam sobie, że muszę kupić książkę na prezent, a 3-go przecież wszystko nieczynne. No to wsiadłam na Stringa i pojechałam „górami” przez las do Kłodzka. Robiło się już ciemno, więc tylko wskoczyłam do empiku, poprosiłam o znalezienie książki i już byłam gotowa do powrotu. Ja tak, a String? Niekoniecznie ;-)

Przekręcam kluczyk, a tu ciemno na tablicy! Pstryknęłam czerwonym – nic. Ale patrzę od przodu, że światło mam – więc, to nie jest zanik prądu. Zaczęłam mieszać biegami i zapalił się bieg jałowy (musiałam go zostawić na biegu, czego raczej nie zwykłam robić). No to znów do czerwonego i… zawarczał, nie zdążył nawet wejść na obroty i z metalicznym łoskotem zgasł. I tak parę razy! No ładnie! „Houston, mamy problem”!

Pierwsze „koło ratunkowe” to telefon do mechanika – niestety wyłączony. Drugie – telefon do Artura, sprzedawcy Stringa. Za 4 dzwonkiem odebrał, a ja opisałam wszystkie symptomy, łącznie z odtworzeniem dźwięku do słuchawki ;-) .

Akumulator chodził, poruszałam coś tam osłoną świecy i wreszcie Artur (po przepytaniu mnie z wcześniejszego zachowania motocykla) wpadł na to, co się stało. Po prostu zadziałała mi jakaś blokada zapłonu (o której nie miałam pojęcia), bo klepnęłam czerwonym na biegu i na nóżce. Artur polecił mi wpiąć jedynkę, przepchnąć go kawałek i próbować znowu.

Z duszą na ramieniu (bo co zrobię, jak tu zostanę?? Wszyscy znajomi kierowcy już „grillują”, a ten parking jest znacznie oddalony od miasta i zostawić tu moto – strach), pospacerowałam ze Stringiem po parkingu. Próba odpalenia i jest! Wpadł na czerwone pole obrotów, zaczął strzelać z wydechu – ale chodził! Stopniowo sytuacja się unormowała… ale w międzyczasie zapadła już totalna noc.

Wracanie przez wioski było znośne, a po minięciu każdej latarni przeganiał mnie mój własny – cień motocyklisty ;-) . Gorsze było pokonanie góry w lesie. Najpierw pod górkę, a tam las tak gęsty, że nawet górą nie było widać prześwitu między drzewami. Ciemność totalna! Teoretycznie wiem, gdzie są i jakie tam zakręty, ale to w dzień! Nocą to wszystko wygląda o wiele bardziej przerażająco. Linie zakrętów widać w ostatniej chwili, po skręcającej linii trawy na poboczu, poczucie odległości i długości prostych też jest w ciemności jakieś inne. I te porażające uczucie, że za linią światła jestem ja – całkowicie wchłonięta przez tą ciemność. Lusterka wsteczne całkiem czarne. Tak jakbym zamarła na tym motocyklu, jechałam przed siebie, ale myślami powtarzałam tylko mantrę: „rany, chcę już być w domu!”. Nie patrzyłam na boki, bo różne zarysy, pobudzały tylko moją wyobraźnię. Na szczęście nie przywołałam światłem żadnych zwierząt.

No i wreszcie zobaczyłam tablicę pierwszej miejscowości! Spadł ze mnie duży ciężar i dopiero zauważyłam, jak mocno całą drogę ściskałam bak ;-) .

Posted in O czym myśli blondynka?, String | 1 Comment

Dawid i Goliat

Dziś miałam przygodę z…tirem ;-) . Jechałam sobie jak przystało – grzecznie przez miejscowość, a za mną (grzecznie jak przystało) tirek. Taki duży i czerwony. Wyjeżdżamy z ograniczenia prędkości, to się bujam coraz szybciej, tirek trzyma za mną tempo.

I było by wszystko OK, gdyby tirkowi nie włączyła się nagła potrzeba wyprzedzenia mnie. No i patrze w lusterko, a tam jego lampa na szerokość lusterka (siedzi mi na tyłku normalnie). Zobaczyłam kierunek, no to kolanka do baku, równa prędkość i niech mnie bierze jak musi! ;-) Z dużymi lepiej nie igrać!

No i tirek się wychylił na środek, ale miał takie tempo zbierania się, że z przeciwka już coś jechało. Postanowił wrócić na swój pas, tyle, że teraz miał mnie jakby koło siebie! Dodałam gazu (na szczęście jeszcze był) i odjechałam mu do przodu. Zaczęłam jechać ogólnie szybciej, bo tirek mnie jednak trochę nastraszył…

A, że zabawa się tirkowi spodobała, to zaczął mnie gonić i chciał wyprzedzić po raz drugi. Wbił kierunek i…. nie mógł do mnie dojechać, bo się okazało, że właśnie jedziemy już pod górkę i tak jakby mocy mu zbrakło ;-) . Za to Stringowi wcale nie brakowało i odstawiłam go na ponad kilometr.

Nie rozumiem potrzeby wyprzedzania, jak się nie ma czym wyprzedzać! Całe szczęście, że z tego wszystkiego nie wynikła jakaś jazda „na trzeciego”, albo zwiedzanie przeze mnie rowu.

Posted in String | 2 Comments

Eureka!

Okazało się dzisiaj (wstyd się przyznać), że mam krytycznie niskie ciśnienie w oponach. Przednią normalnie ręką wgniatałam! Szybko podjechałam pod kompresor i różnica w jeździe jest teraz… porażająca! Ledwo odepcham kierownicę, a skręt mam bardzo duży. Muszę się przestawić, bo ostatnio, żeby skręcać musiałam się sporo wychylać. Jakbym się wychyliła teraz w ten sam sposób – to bym wylądowała w rowie po wewnętrznej ;-)

No i tym samym wyjaśniła się tajemnica trudności z ostrymi zakrętami i nawrotami. Ciężko je wziąć na pół-kapciu ;-)

Posted in Jestem Teoretykiem | Leave a comment

Kolejne kilometry…

Strasznie dziś zimno było, jakieś 5 stopni może – ale nie przeszkodziło mi to w zrobieniu 150 kilometrów wokół Rajdu Świdnickiego. Na takiej trasie o rozmaitej nawierzchni i bardzo krętej – uwidacznia się mój brak wprawy.

Przerażają mnie kręte drogi w dół, nie potrafię spokojnie złożyć się w taki zakręt. Nie łatwiej jest wcale z nawrotami – za szybkie wejście wywala mnie na zewnętrzną. Muszę podszlifować takie słabe punkty.

Myślałam, że dodawanie gazu zamiast odpuszczenia – mi nie grozi, a i to raz mi się zdarzyło w chwili stresu. Udało się wybrnąć z tej opresji, ale gorąco mi się zrobiło ;-) ! I raz mało mnie rów nie wessał ;-) , bo sobie zjechałam na pobocze, które było dość mocno pochylone.

Noooo ale koniec marudzenia, było cudnie! Zdarzały się gładziutkie i kręte asfalty, gdzie uśmiech miałam od ucha do ucha! No i jedna akcja, która mi podniosła ciśnienie. Powiesiłam sobie kask (ten stary „zimowy”) na ogrodzeniu i stałam kilka metrów dalej. Wystarczyła chwila, żeby mi go koleś zwędził. Na szczęście odwróciłam się w porę, zobaczyłam go, dogoniłam i odebrałam swoją własność. Stwierdził, że sobie leżał, to on sobie wziął. Masakra! ;-)

Posted in String | 2 Comments

Takie tam…

Brakuje mi ciemnych okularów w słoneczny dzień, ale żeby je nosić muszę zakładać kontakty. Znów jak jest zimno to oczy łzawią i kontakty mogą sobie odpłynąć, a na kreta to do domu nie dojadę ;-) . Wynalazłam więc takie ciemne okulary, które mają w środku ramkę korekcyjną. Niby wszystko ok, pole widzenia na boki – super! Ale…. za cholerę nie mogę w nich jeździć! Nie odkształcają obrazu w jakiś widoczny sposób, ale dają odczucie lekkiego kaca ;-) normalnie jadę, tylko czuję się bardzo niepewnie. Nie polecam! Chyba że do biegania. Na kaca dotlenienie jest w sam raz!

Mam teraz mały urlop i jeżdżę trochę częściej. Nabieram więcej pewności, zakręty już nie są tak koślawe, jak po zimie. Czasem przedłużam sobie trasę do domu, bo chcę jechać dalej i dalej… Jak zatankowane pod korek to i można! Sama z siebie się śmieję na stacji benzynowej, bo się zachowuję tak, jakbym była rozczarowana paragonem. Zawsze panikuje, że tyle jeździłam i popłynę na paliwie, a tu 14 zł albo 18 zł. Tak to ja chcę już zawsze!

Ktoś mi zapodał patent, że na niewygodną kanapę można zarzucić takie koraliki, co są na siedzenia samochodowe. Myślicie, że to dobry pomysł? Już pomijam kwestie wizualną ;-)

Posted in O czym myśli blondynka? | 4 Comments

Wesołych!

Zagadka – jakie to święta?? Zatankowałam sobie wczoraj, bo 3 dni wolne – to można pośmigać, wstaję rano a tu… śnieg!!! Coś tu się komuś pomieszało ;-)

Update: Drugi dzień świąt
Dziś pogoda nieco się poprawiła, świeciło słońce i jednocześnie zamarzały uszy i ręce, łzawiły oczy i atakował katar ;-) . Nie przeszkodziło mi to w pośniadaniowej wyprawie na podbój polnych dróg. Tylko te odsłonięte były suche i nadawały się do jazdy po wczorajszym ataku śniegu.

Miałam okazję przypomnieć sobie, dlaczego nie mogę mieć większego motocykla. Otóż badając nową drogę okazało się oczywiście, że jest w pewnym momencie zaorana. Pole to totalne bagno, więc musiałam zawrócić, tyle, że to był zjazd w dół i zostałam tak na hamulcu kierownicą do dołu ;-) . Dzięki lekkości Stringa, na kilka razy zawróciłam go „ręcznie”, a co bym zrobiła z cięższą maszyną? Wróciłabym pieszo ;-) ! Ewentualnie powinnam poszukać sobie umięśnionego kompana do wyciągania mnie z opresji (byleby zwoje mózgowe też miał umięśnione nieco ;-) ).

Jechałam sobie dalej, a tu zza zakrętu wypadł jakiś zabijaka na crossie – przeszedł koło mnie pełną bombą, ale coś z nim było nie tak! Wsłuchałam się w silnik, o rany, toż to jakaś 50-tka czy coś… Normalnie się zdołowałam! Ale ze mnie cienias! 60 na zegarze po polach – to już dla mnie mega prędkość. W zakręty bokiem nie wchodzę, kamienie spod kół nie lecą. Wiocha! Może jakbym zaczęła jeździć mając lat 15, kiedy poczucie strachu ma się głęboko… gdzieś, to by teraz było inaczej… A tak, to zero kamikadze w duszy, nic a nic!

I tak jechałam dalej, aż myśli ucichły i zastąpił je… wewnętrzny uśmiech. Świeci słońce, przede mną cudne drogi i coraz bardziej zielone krajobrazy. I nie ważne, jak jeżdżę, póki mam z tego (a nadal mam) – tak zajebistą satysfakcję!

p.s. raaaaany jak mnie nogi bolą! Obczaiłam o co chodzi z tą jazdą na stojąco po wertepach i skutki już są ;-D

Posted in O czym myśli blondynka?, String | 1 Comment

Czary-mary ;-)

Jak już wspominałam, szansy na zmianę motocykla na ten moment nie widzę, wykonałam więc małe czary-mary ;-) . Przechodząc koło wrocławskiego rynku poszłam odwiedzić Wentyla – wrocławskiego krasnala na motocyklu. Potarłam jego manetkę i poszłam wysłać totka na chybił trafił! Myślicie, że to pomoże?? ;-)

Update: coś sknociłam przy tym czarowaniu, znowu tylko 1 cyfrę trafiłam ;-(

Posted in O czym myśli blondynka? | Leave a comment

Prawo sarny

Śmigając sobie polami, oczywiście natknęłam się na sarenki i po raz kolejny zadziałało (zaobserwowane przeze mnie) „prawo sarny”, które oznacza – że niezależnie od odległości, sarna ucieka od zagrożenia w jego kierunku! To nie jest normalne ;-) .

Jadę sobie i widzę 7 sztuk sarenek w znacznej odległości ode mnie po lewej. Podnoszą pyszczki, obserwują – po czym rozpoczynają galop. Gdzie? No oczywiście w moją stronę. Po to, żeby mi przebiec przed nosem i odgalopować w kierunku na prawo. Czy odwieczne prawa natury im się pomieszały od tych nawozów na polach? A potem się dziwią kierowcy, jak im nagle taka sarna się zatoczy na maskę…

Posted in O czym myśli blondynka? | 3 Comments

Piękny weekend!

Cały tydzień sprawdzałam prognozy na weekend i na szczęście pogoda się sprawdziła, i była iście motocyklowa! Co zresztą miało potwierdzenie w ilości motocyklistów na drodze.

Sobotę spędziłam na asfaltach, miałam do załatwienia kilka spraw i odwiedziłam też mechanika przy okazji. Miny jego kolegów, jak powiedziałam, że w trasie String spala 2,5 litra – bezcenna ;-) ! Przy tych cenach paliwa takie spalanie jest błogosławieństwem, aczkolwiek oczywiście mała pojemność ma inne wady…

Jak tak sobie jechałam, to naszła mnie myśl, że ja tak właściwie – to nie lubię zapier… Czasem się zmuszam, jak mi jakieś auto siedzi na tyłku i nie chce wyprzedzić. Lubie sobie jechać, ot tak po prostu przed siebie. Bez żadnego ciśnienia. Mając czas widzieć i zauważać różne rzeczy. Takie drobiazgi, które poprawiają mi humor ;-) . Jak String „dorośnie” to pewnie będzie większym endurakiem albo turystykiem.

Dziś pozwiedzałam polne drogi. Fajnie tak mieć wybór – jadę asfaltem, a tu fajna droga polna – no to hop i już śmigam polami. Tylko muszę uważać na tych nagłych skrętach, bo tył czasem traci przyczepność wpadając na skręcie w piach. Na szczęście odruch wystawiania nogi już mam ;-) .

Jeżdżę gdzieś przed siebie, do nieznanej wioski i kombinuje potem, jak tu wrócić inną drogą do domu. Wiem, że takie warianty kiedyś wyczerpię w okolicy, ale póki co, to ciągle nowe dróżki znajduję ;-) .

No i popołudniu brat mi pomógł w odmalowaniu Stringa. Jego wszystkie czarne plastiki były kiedyś zielone, no i ta zieleń gdzieniegdzie się ujawniała. Zaczęliśmy matować je, przy okazji ściągając czarną farbę. Tylko z klejem po moich kwiatkach był problem, to zastosowałam babski patent – czyli zmywacz do paznokci ;-) . Jakie było nasze zdziwienie, jak się okazało, że razem z klejem schodzi czarna farba, a pod spodem śliczny zielony lakier metalik. No ale już było pozamiatane, bo go porysowaliśmy tym papierem ściernym. Musieliśmy dokończyć dzieło i zasprayować je – od nowa na czarno. Jakoś „fabrycznie” to nie wygląda, ale jest o niebo lepiej, niż wcześniej!

Posted in Mam prawko, String | 2 Comments

Pady motocyklowe

To był bardzo sadystyczny weekend! Musiałam go spędzić w szkole! To jakiś totalny horror ;-) . Piękne słońce, co chwilę ryczą silniki i nawet przez okno wyjrzeć się nie da. Już nie mówię o tym, że String zatankowany stoi! Pocieszam się myślą, że to tylko co drugi weekend do czerwca…

Korzystając „z okienka” wyskoczyłam na miasto zobaczyć, cóż to takiego te pady motocyklowe. Jakbym miała to określić „inteligientnie”:
pady motocyklowe to sztuka spadania z wyimaginowanego motocykla w taki sposób, żeby sobie zrobić jak najmniej „kuku”.

Wygląda to dość imponująco – takie fikołki akrobacyjne, ale nie takie trudne w wykonaniu. Dziewczyna też spokojnie dawała radę na pierwszych zajęciach. Spada się na miękkie i wszyscy cali stamtąd wyszli ;-) . Poturlać też się troszkę można ;-) .

Jak to wygląda?

Fajnym patentem są ćwiczenia równowagi na dużej piłce, mam taką w domu do fitnessa, ale poznałam jej inną funkcjonalność – którą zamierzam opanować ;-) .

Posted in O czym myśli blondynka? | Tagged | 5 Comments