Spontan Żmigrodzko-Milicki

W ubiegłą sobotę był czas na jazdę motocyklami, więc szukaliśmy ku temu celu czy okazji. Okazało się, że całkiem niedaleko – w Żmigrodzie jest motocyklowe rozpoczęcie sezonu. Niewiele było informacji o przebiegu tej imprezy, więc potraktowaliśmy ją jako wstęp do dalszej jazdy. Wyjechaliśmy na 3 motocykle, a na miejscu dołączyły jeszcze 2. Impreza zgromadziła nieco motocyklistów, organizator zapewnił darmowego grilla i konkursy z nagrodami.

Całość zakończyć się miała na paradzie, jednak my na nią nie wyjechaliśmy, bo Emil utknął na stacji benzynowej i ekipa nam odjechała. Postanowiliśmy ruszyć w dalszą trasę, którą wstępnie nakreślił Tomek. Znalazł w necie trasę „5 mostów”, która jednak dedykowana była rowerzystom, więc stan nawierzchni dróg był wielką zagadką.

Kilkanaście kilometrów po starcie okazało się, że trasa obfituje w przejazdy drogami z kamiennej kostki i to nie tej drobnej, tylko konkretnej, co wytelepie po całości. Postanowiliśmy wrócić drogą S5 i wystartować od nowa, ale w stronę Milicza. Jazda eSką to dla mnie „mordownia” – przypomniałam sobie jak bardzo nie lubię jeździć motocyklem ekspresówkami i autostradami. To zabija we mnie całą przyjemność z jazdy, szybko, głośno, prosto, nudno i głowę chce urwać. Potem było już tylko lepiej – fajne, kręte drogi przez odludne momentami tereny, wśród jezior i bagien.

Celem był Milicz – ruiny Zamku Książąt Oleśnickich i zaraz obok Pałac Maltzanów z pięknym parkiem. W pałacu obecnie jest Zespół Szkół Leśnych, a dzięki wskazówkom miejscowych, na jego teren mogliśmy wejść bocznym wejściem.

Była kiełbaska, to jeszcze przydałby się jakiś deser, więc kolejny przystanek był w rynku z przerwą na kawę i ciacho.

Udaliśmy się potem na taką małą brukowaną drogę pomiędzy jeziorami, na której byliśmy jakiś czas temu i był tam wtedy całkowity zakaz wjazdu. Teraz z jednej strony droga jest otwarta całkiem, a z drugiej mogą tam wjeżdżać motocykle. Super wrażenia!

Po drodze zahaczyliśmy jeszcze wieżę widokową nad stawem Grabownica. Nie obyło się bez małego błąkania po okolicy, ale na koniec udało się praktycznie pod nią podjechać.

Po powrocie na miejsce, gdzie zaparkowaliśmy motocykle – czekała mnie przykra niespodzianka! Zawsze wożę ze sobą podkładkę pod stopkę motocykla i podkładam ją, gry teren jest nieco grząski. Nie spodziewałam się jednak, że taka podkładka może najzwyczajniej pęknąć, czego skutkiem jest wywrotka motocykla! Strasznie się zdenerwowałam! Klamki na szczęście całe, oberwał kufer – uszkodziła się zasuwka, a z jednej lagi wyciekło nieco oleju. Dało się dalej jechać, ale „wkurw” na podkładkę sygnowaną marką Louis pozostał… Zamek jest w zakładzie, który spróbuje tworzywo pospawać, a na wymianę oleju i uszczelniaczy muszę uzbierać kasę.

W drodze powrotnej jechało się dość ciężko, bo słońce było nisko i momentami nic nie było widać. A na zwieńczenie wycieczki zaliczyliśmy jeszcze jedne „kocie łby”. Tu kilka ujęć z kamery Tomka:

Dziękuję ekipie za super dzień i wycieczkę!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Zamkowa niedziela z Martą

Wreszcie mamy wiosnę, a czasami to myślę, że wczesne lato – bo gdzieś się zatarły te temperatury przejściowe. Sobotę miałam pracującą, ale już niedzielę w pełni mogłam przeznaczyć na jazdę motocyklem. Większość znajomych jechała do Częstochowy, ale mnie jakoś nie ciągnie na, aż tak masowe imprezy.

Zapytałam koleżankę Martę, czy ma czas w niedzielę, a jak potwierdziła to powstał plan zupełnie babskiej wycieczki. Dlaczego? Bo babskie wycieczki są spontaniczne, przeplatane kobiecym spojrzeniem na świat i naszą pasję. Czasami mam ochotę przebywać w gronie samych motocyklistek. Zapodałam posta na motocyklowych grupach i zgłosiły się dziewczyny chętne na wspólne jeżdżenie, ale niestety bez czasu w tą akurat niedzielę. Ostatecznie wyjechałyśmy dwie.

Plan wycieczki powstał z mapami google. Od sierpnia mieszkam w Brzegu Dolnym, więc zakres moich wyjazdów poszerzył się o woj. wielkopolskie. Co robi blondynka szukająca inspiracji na wyjazd? Wpisuje zamek lub pałac w mapach i google wskazuje takie punkty w okolicy. Potem trzeba połączyć te kropki z pominięciem głównych tras i już jest ciekawa wycieczka! Niestety nie wszystkie miejsca google oznacza, więc po wyczerpaniu tej metody trzeba już szukać ciekawych miejsc na stronach www.

Ruszyłyśmy o 12 w kierunku Milicza, nie obyło się bez zawracania, bo musiałyśmy złapać stację benzynową, a trasa zaczęła zbaczać na „zadupia”. Jednak nic nie dzieje się bez powodu, bo zupełnie przypadkiem wpadłyśmy na Żmigrodzki Zespół Pałacowo-Parkowy. Stoją tam ruiny, spalonego przez armię radziecką, zamku oraz całkiem zachowana baszta, która jest punktem informacji turystycznej. Ruiny zamku są tak zabezpieczone, że można do nich wejść i wspiąć się schodami. Na naszej trasie było kilka punktów, więc nie miałyśmy czasu na dokładne zwiedzanie. Jednak z pewnością każdy z nich jest wart powrotu i dokładniejszej analizy 🙂 .

Trasa wiodła przez Milickie Jeziora, droga jest tam świetna, jednak zupełnie uniemożliwiająca bezpieczne zatrzymanie się i znalezienie ładnej panoramy. Potem skręciliśmy na mniejsze drogi, o różnym stanie nawierzchni, czasem tak wąskie, że motocykl z samochodem ledwo się mijał. Małe wioseczki, lasy, super klimaty!

Dotarłyśmy do punktu, w którym znajdować się miały ruiny zamku w Starym Sielcu. Droga do niego prowadziła przez prywatny teren małego dworku, a że to jedyna droga to przymknęłyśmy oko na mały znak zakazu na bramie i tam wjechałyśmy. Niestety na zewnątrz była jakaś pani i bez krzyku, ale jednak stanowczo wyprosiła nas z terenu. Spytałam jeszcze, jak się dostać do zamku inaczej, to odpowiedziała, że niektórzy wchodzą jakoś z drugiej strony. Odpaliłam mapy google i znalazłam ślepą drogę, na którą się udałyśmy.

Po drodze zaczepiłyśmy rowerzystów, którzy powiedzieli nam, że pani dzierżawi teren, ale ruiny zamku już nie. Można się do nich dostać idąc wzdłuż lasu, a droga asfaltowa zamieni się w polną. Pojechałyśmy. Piach był momentami grząski, ale też i ubity – trzeba było zmieniać tor jazdy i udało się bezpiecznie podjechać. Tyle, że droga zamiast wieść do lasu, odbiła w drugą stronę, a z tego miejsca zamek był dość głęboko w gęstwinie. Odpuściłyśmy sobie ten punkt. Ja jeszcze tam wrócę, tylko podjadę pod pierwszy wjazd i po prostu obejdę zabudowania.

Rowerzyści powiedzieli nam, że ładny pałac jest jeszcze w Smolicach, więc tam też podjechałyśmy, choć obiecanej kawy tam nie było. Za to był imponujący, 18 hektarowy park! Sam pałac pochodzi z konca XVIII wieku, jest siedzibą firmy oraz są tam lokale mieszkalne – nie widziałyśmy żadnej możliwości wejścia do środka.

Naszym głównym celem był jednak Hotel-Zamek w Rydzynie. Zobaczyłyśmy tam duży kompleks budynków, a sam zamek powstał XVII wieku. Działania wojenne nieco go splądrowały, jednak miał to szczęście, że trafiał w ręce ludzi, którym zależało na odtworzeniu jego dawnego stanu. W zamku jest hotel, sale konferencyjne i restauracja, a na zewnątrz bardzo ładny park. Udałyśmy się na zasłużoną i wyczekiwaną kawę, choć historyczne wnętrza restauracji nieco kontrastowały z naszym wyglądem i wzbudziłyśmy ogólne zainteresowanie innych gości haha. Wychodząc zobaczyłam… Rzymianina, yyyy, serio 😀 . Okazało się, że panowie obstawiali jakąś wystawę. Marta zapytała, czy możemy zrobić sobie z nimi zdjęcie, no i mamy takie na pamiątkę!

Dochodziły do nas wieści, że po okolicy szaleją burze, co zmotywowało nas do odwrotu, szczególnie, że godzina też już późna była, a do domu jakieś 80 km. Do tego padł mi telefon, a w nim była nawigacja. Marty telefon nie mieścił się w moim etui, a już zaczynało kropić. Musiałyśmy jechać z pamięci i na znaki, jak w czasach, gdy nawigacji jeszcze nie wymyślono haha. Trochę prowadziłam ja, trochę Marta, aż w końcu stało się… Dopadła nas mega ulewa, a momentami to chyba nawet grad. W takiej sytuacji od razu szukam przystanku autobusowego, niestety po drodze mijałyśmy tylko takie z samym słupkiem. Wreszcie z boku dojrzałam jeden, zaczęłam zwalniać, co na szczęście dojrzała Marta, która jechała przodem. Pokazałam jej, że zawracamy i wpakowałyśmy się pod wiatę przystanku. Była mi bardzo wdzięczna, bo miała na sobie skórzany strój, bez membran w jakie wyposażone jest moje ubranie. Gdyby jej namokło, to godzina jazdy, w 10 może stopniach, dobrze by się raczej nie skończyła.


Plus tej sytuacji był taki, że wiał wiatr i szybko przeganiał chmury. Poza tym trasa jakoś tak nas poprowadziła, że raz pioruny waliły po prawej stronie, raz po lewej, a my jakoś tak środeczkiem, suche do domu! Dojechałyśmy na 19. Marta zaproponowała, że podrzuci mnie z garażu do domu. Przyjęłam to początkowo z lekkim niedowierzaniem, ale okazało się, że ona ma już spore doświadczenie z „plecakami”, więc nie zostało mi nic innego jak jej zaufać. Tym samym przejechałam się SV-ką, która jest zdecydowanie głośniejsza, twardsza i bardziej wibrująca od mojej ER-6, przy czym jest też większym agresorem (choć oczywiście do poskromienia, co Marta udowadnia, bo to jest jej pierwszy motocykl).

Wycieczka była udana, wielokrotnie łapałam się na tym, że gęba mi się w kasku cieszy. Towarzyszka dobrana idealnie! Było wesoło i spontanicznie. To pierwszy dłuższy wypad turystyczny w tym sezonie i to jest właśnie to, co lubię robić najbardziej!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Pełny serwis i Zamek Oleśnicki

Gdy tylko sprzyjająca pogoda wróciła na chwilę, to Emil wymienił mi olej, a potem zawiozłam motocykl na wymianę opony przedniej (tylną wymieniłam jesienią), napędu oraz kierownicy. Na szczęście dotarły też risery – podwyższenie kierownicy, które jednocześnie przesuwa ją bliżej. Zamówiłam risery Chinach, przesyłka szła 2,5 miesiąca, a koszt to 90 zł. Niewiadomą jednak był fakt, czy po założeniu riserów z wyższą kierownicą (medium), przewody w motocyklu nie staną się zbyt krótkie.

Okazało się, że wszystko jest na styk. Wsiadłam na motocykl i był efekt „wow”! Mam na nim bardziej wyprostowaną pozycję i nie muszę już „kłaść się” na baku. Mam nadzieję, że teraz ból operowanej ręki nie będzie mi już dokuczał.

Po serwisie motocykl całkiem inaczej się prowadzi. Nowa kierownica i opona o wiele mocniej reagują – teraz do złożenia motocykla wystarczy niewielki przeciwskręt. Zębatki też były na wykończeniu. Następne sprawy do wymiany to przewody (na stalowe) oraz olej w lagach. Zostawię to sobie na drugą połowę sezonu, bo mam odpicowany motocykl, ale jestem spłukana haha.

Wybraliśmy się też na krótką wycieczkę do Zamku Oleśnickiego, żeby rozgrzać olej przed wymianą 😉 . Zamek całkiem fajnie się prezentuje, choć większość jego pomieszczeń jest użytkowanych. Do otwartego zwiedzania jest przeznaczonych tylko kilka pomieszczeń. Krużganki, zdobione sufity i… wypchana głowa słonia – robiły wrażenie.

Sala Piłsudskiego:

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano | Dodaj komentarz

VIII Targi motocyklowe we Wrocławiu

10 powodów, dla których warto odwiedzać targi motocyklowe:

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Moją, pełną relację z targów znajdziecie na: www.motocaina.pl

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Mam prawko | Dodaj komentarz

Start sezonu 2018!

Start był, tyle, że znowu mamy atak zimy! Tyle śniegu to ostatni raz widziałam, jakoś w styczniu… zeszłego roku. I pomyśleć, że jeszcze tydzień temu było 15 stopni na plusie, odpaliłam motocykl i zrobiłam ok. 500 kilometrów. Odzwyczaiłam się nieco od debili na drogach, a tu zawsze trzeba być czujnym, bo skręcają bez kierunkowskazu, zatrzymują się bez powodu, wyprzedzają z prawej strony w zabudowanym (bo cholernie się spieszą) i inne, dziwne pomysły.

Jednak lubię pierwsze jazdy po takiej przerwie. Dźwięk motocykla brzmi wtedy wyjątkowo dobrze, maszyna pięknie wkręca się na obroty i człowiek cieszy się każdym kilometrem. Oczywiście zakręty na starcie jakoś koślawo idą, zanim sobie ciało przypomni co i jak. I te krajobrazy jeszcze szare i paskudne, ale słońce na twarzy niosło nadzieję, że będzie już tylko lepiej! I co??? No k…. spadł śnieg!!!!

Po tej pierwszej, weekendowej przejażdżce miałam w planie pojechać do serwisu, bo do ubrania jest: nowa opona, kierownica, napęd i olej do wymiany. Ostatecznie nic z tego, bo najpierw przyszło zimno, a potem to już śniegi. Mam jedynie nadzieję, że ta sytuacja długo trwać nie będzie, bo trochę głupio drugi raz wyjmować akumulator 😉 .

Jutro wybieram się na targi motocyklowe we Wrocławiu, to pewnie odezwę się niebawem!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz

Noworoczne dylematy

Powiem Wam, że jak nie ma zimy to mam większego doła z powodu zimowania motocykla. Jakby był śnieg i mróz – to i ta tęsknota byłaby jakaś zamrożona. A jak jest – 5 stopni, zielona (jeszcze!) trawa, świeci słońce i ptaszki śpiewają i już szlag mnie trafia! Jak nie ma być zimy, to niech już wreszcie ta wiosna będzie!!!

To wszystko sprawia też, że więcej myślę o motocyklu i przyszłym sezonie. Chciałabym zrobić jeden, 2-tygodniowy wyjazd zagraniczny, ale mam tyle wydatków, że raczej w czerwcu się na to nie zanosi. Jest mała szansa na wrzesień. Oczywiście cały czas będę robić mniejsze wypady w Polskę. No i tu zaczyna się myślenie, co zrobić, żeby długie trasy na moim motocyklu nie były bolesne.

W Chorwacji byłam na wypożyczonej MT-07 z podwyższoną kierownicą i było cudnie. Dopiero po 8 dniach jazdy po 300-400 km moja operowana (po wypadku) ręka opadła z sił. Na moim Kawasaki Er-6n zauważyłam jednak, że już po 250 km jednego dnia muszę się zatrzymywać z powodu bólu barku. Pozycja na moim motocyklu nie jest całkiem wyprostowana, ale lekko nachylona do przodu. Miałam już jedno podejście do wymiany kierownicy na wysoką, ale nic z tego nie wyszło bo jej położenie i szerokość baku uniemożliwiały skręt.

Zaczęłam rozważać zmianę motocykla na model KLE, który ma ten sam silnik co moja ER-ka, tylko o nieco innej charakterystyce. Mniejsza prędkość maksymalna nie ma dla mnie żadnego znaczenia, za to większa zrywność już jest fajna. Jest tylko mały problem – widzieliście KLE z 2007 roku?? Toż to kompletna paskuda!!! Już teraźniejszy mój motocykl urodą z przodu nie grzeszy, ale na drugi, równie paskudny, go wymieniać nie będę! Jedyne rozwiązanie to model z 2011 roku (na zdjęciu), no ale ta cena…. 2-krotnie wyższa, niż mój obecny motocykl kosztuje. U konkurencji też nie znalazłam niczego sensownego, endurowatego z 2-ma garami.

Poza tym, „nowy” motocykl to kolejne wydatki, żeby wyprowadzić go do idealnego stanu. A ja mam nowe opony, jeszcze owłosione haha. Dokupowałam kufer, crash pady, szybę, handbary, bak był szpachlowany i malowany. Nie po to robiłam pod siebie motocykl, żeby go po roku sprzedawać i inwestować w kolejny. Po przemyśleniu tego wszystkiego i porozmawianiu z kilkoma osobami (mądrzejszymi ode mnie w tym temacie) – doszłam do wniosku, że o mojego partnera do jazdy trzeba zawalczyć i spróbować go zmienić, bez wymiany na nowszy model.

Zaczęłam od zamówienia u chińczyka takiego podwyższenia kierownicy, które przesuwa ją w stronę jeźdźca. Kolejny zakup to kierownica o wysokości medium (skoro wysoka nie weszła). To raczej nie koniec wydatków, bo przy obecnej podwyżce kierownicy przewody klamek mam na styk. Może się okazać, że montaż tego wszystkiego będzie się łączyło z ich wymianą na dłuższe. Czy to wszystko poprawi komfort jazdy? Przekonajcie się ze mną!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Mam prawko | Dodaj komentarz

No to mamy Nowy Rok i Sezon 2018!

Sezon kończy każdy o tej porze, o której lubi. Czasem jest to tuż po wakacjach, a czasem dopiero ostatniego grudnia – bo to chyba ostateczna data zamknięcia motocyklowego sezonu 2017.

Ja sezon w tym roku kończyłam jakieś 3 razy, ostatni był 12 grudnia. Pogoda była wtedy cudna ze względu na temperatury powyżej 10 stopni, jednak nie wzięłam pod uwagę siły wiatru i przejażdżka zamiast być przyjemną, była raczej walką o pozostanie na swoim pasie i przetrwanie! Niestety, głównie jesienią, warunki do jazdy określają, nie tylko deszcz i temperatury, ale i siła wiatru. Jeszcze kilka razy pogoda była w porządku, jednak miałam wtedy inne zajęcia, jazdę wykluczające…

Ogólnie jestem zmarzluch i jak pogoda paskudna, to nie mam parcia na jazdę motocyklem, a raczej na kocyk na sofie 🙂 . Nawet w święta pogoda była spoko, tylko chore zatoki i początki anginy zabiły we mnie chęć do jazdy motocyklem, i rodzinę odwiedzałam na 4 kołach. Mikołaj z Fuchs Silkolene przyniósł mi bańkę oleju – w sam raz na start sezonu! A w domu zamiast czarnego Kawasaki jest czarna Kawa – kotecek 🙂 .

Co by nie mówić, czasem dobra jest taka pauza od motocykla, bo potem, razem z wiosną, ta pasja odnawia się z większą siłą. Mocniej czuje się wszystkie wrażenia płynące z jazdy i bardziej docenia się czas spędzony na motocyklu. Czekam na te chwile i uwielbiam je.

W Nowym Sezonie 2018 życzę Wam zrealizowania marzeń i zdobycia szczytów (no może nie wszystkich, bo droga do nich jest czasem lepsza, niż sam cel – motocykliści to wiedzą doskonale!), miłości przepełniającej serce (do dwóch kółek oczywiście) i wielu słonecznych dni!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz

10 lęków początkującej motocyklistki

Jeżeli macie w swoim otoczeniu motocyklistki, które jeszcze nie do końca sobie radzą z motocyklem – to dla nich jest mój nowy poradnik:
www.motocaina.pl/artykul/10-lekow-poczatkujacej-motocyklistki-25061.html

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz

Zamkowo-pałacowa niedziela

W powietrzu czuć już mroźne nuty, ale ostatnia niedziela nieco przełamała je odrobiną słońca. Ok. 7 stopni zachęciło mnie do jakiejś, małej przejażdżki. A, że zimno to wymyśliłam po prostu spotkanie motocyklistów przy kawie czy herbacie w jakimś zamku pod Wrocławiem. Jeden mijałam czasem, ale okazało się, że zamknięty jest do odwołania – to padło na Zamek na wodzie w Wojnowicach. To malutki zameczek, który faktycznie stoi w małym jeziorku. Wewnątrz klimat został zachowany i przyjemna jest tam restauracja.

Umówiliśmy się na 13.00, więc wyjechałam trochę wcześniej zająć stolik. Początkowo zgłosił się jeden kolega, ale potem kolejni motocykliści/tki, aż uzbierało się 10 osób. Miła obsługa lokalu pozwoliła mi połączyć 2 stoły i już się wszyscy pomieściliśmy. Fajnie tak sobie pogadać, podsumować sezon i pośmiać się z ludźmi o tej samej pasji.

Później, już w nieco mniejszym składzie, postanowiliśmy odwiedzić cudnie odrestaurowany Pałac w Brzezinie. Trochę mieliśmy obawy, jak tak ekskluzywna restauracja przyjmie grupę motocyklistów, ale okazało się, że nie było żadnego z tym problemu. Również połączono dla nas stoliki i bardzo miło obsłużono. Menu było prawdziwie królewskie, ale zostaliśmy tylko na gorącą czekoladę i pogaduchy. Planowaliśmy jeszcze jakiś wspólny obiad, ale późna godzina rozbiła grupę i każdy pojechał już w stronę własnego domu. Zmierzch następuje teraz szybko, a razem z nim temperatury drastycznie spadają.

Żeby nie było, że za mało kilometrów, to kolega nieco pomylił trasę i wycieczkę też mieliśmy 🙂 . Fajnie spędzona niedziela – dziękuję!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Alpine Coaster w Szklarskiej Porębie

Jest już dużo zimniej, ale nie rezygnuje z motocykla. Odkąd mam 3-częściowy zestaw odzieży Macna na sobie, a pod nią termiczną bieliznę z wełną merino, to nawet 3 stopnie w Kotlinie Kłodzkiej w ostatnim dniu października – mnie nie złamały. Choć fakt, że dojechałam do domu z lekko przemarzniętymi czubkami palców rąk, mimo zimowych rękawic z membraną. Podejrzewam, że tu się mści trzymanie palców na metalowych klamkach hamulca i sprzęgła.

Droga powrotna była już przyjemniejsza bo stopni było ok. 9, tyle że już pod Środą Śl. złapał mnie lekki deszcz. Ubrania w deszczu też dają radę, tylko widoczność znacznie gorsza. Od pary, która w tych warunkach jest wszechobecna – ratowała mnie chińska wklejka zastępująca pinlock (nie ma go do mojego modelu kasku). Zapłaciłam za nią 40 zł i całkiem spoko sobie radzi, dzięki czemu w zimne dni nie muszę już otwierać kasku z powodu zaparowanej szyby.

Weekend zapowiadał się nieźle pogodowo, tylko zauważyłam, że nie działa mi prawy, tylny kierunkowskaz. Mam tam akcesoryjne kierunki ledowe, więc już załamałam ręce, że znowu będą wydatki. Na szczęście wrócił Emil i posprawdzał wszystkie przewody. Okazało się, że pod kanapą rozpadło się połączenie i mi to naprawił. Mogliśmy jechać na wycieczkę!

Każde z miejsc, które chciałabym jeszcze odwiedzić jest oddalone ok. 200 km od miejsca startu, a to jest trudne do realizacji przy tak krótkim dniu i lodowatych wieczorach. Wymyśliłam więc jakiś mniejszy cel – Alpine Coaster w Szklarskiej Porębie. Nie miałam okazji taką zjeżdżalnią grawitacyjną nigdy polatać, to postanowiłam sobie zafundować nieco dziecięcej radości.

Wyjechaliśmy z Emilem przed 10 rano, ale jazda tego dnia szła mi wyjątkowo topornie. Normalnie czułam się, jakbym dopiero wsiadła na motocykl po zimowej przerwie. Jak tankowaliśmy, to powiedziałam Emilowi, żeby sobie jechał przodem, bo ja się dzisiaj słabo na motocyklu czuje i nie chcę go blokować w zakrętach. A Emil odpowiedział, że właśnie widzi co wyprawiam i woli jechać z tyłu, żeby mnie zabezpieczać 🙂 . Uśmiałam się! Na szczęście po tej przerwie na stacji jazda już mi szła dużo lepiej, a jak były fajne partie zakrętów, to Emil leciał sobie przodem.

Pogoda dopisywała, drogi były czyste i suche, jedynie na jednej partii drogi wiatr boczny wiał tak mocno, że musiałam kompensować jego siły przeciwskrętem i przesunięciem ciała względem motocykla. A i tak próbował mnie zepchnąć do rowu. Odetchnęłam, jak już pokonaliśmy ten fragment trasy, bo już myślałam, że im bliżej gór tym gorzej i trzeba będzie zawrócić.

Na miejscu chwile szukaliśmy miejsca parkingowego, a potem toalety. W parku rozrywki bardzo sympatycznie przywitał nas pracownik, które też jest motocyklistą i polecił leżakowanie na tarasie. Jednak czasu mieliśmy mało, to skupiliśmy się na saneczkach. Nie mieliśmy co zrobić z kaskami to ubraliśmy je sobie na głowy, a przy okazji mieliśmy z jazdy śmieszne zdjęcia.

Saneczki są wciągane na górę metalową liną, a na dół zjeżdża się już siłą grawitacji. Hamulce działają mega mocno i cicho, co mnie bardzo zdziwiło – chciałabym mieć takie skuteczne hamulce w motocyklu! Hamowałam minimalnie tam gdzie wskazywały znaki, ale nie musiałam krzyczeć z powodu prędkości 🙂 . Najfajniej było w pochylonych zakrętach, bo uczucie prawie jak na motocyklu.

Po zjeździe poszliśmy na hamburgery po przeciwnej stronie drogi i nie wiem czy je polecać, bo obydwoje mieliśmy lekkie rewolucje żołądkowe po powrocie do domu. Trasa powrotna jakoś szybciej mi zleciała i już bez atrakcji wietrznych. Zdążyliśmy tuż przed zmrokiem, także wszystko wyszło zgodnie z planem. Być może to już ostatnia wycieczka w tym sezonie, chcą mam nadzieję, że jednak nie!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Dodaj komentarz

Ścieżka w Koronach Drzew

Jesień ciepłem nie rozpieszcza, ale tydzień temu przywiało do nas afrykańskie ponoć powietrze, było słonecznie i powyżej 20 stopni. Weekend przeleciał mi na rodzinnych imprezach, więc wzięłam urlop we wtorek i postanowiłam wykorzystać ten dzień na motocyklową wycieczkę. Zrobiłam w głowie przegląd miejsc, które chciałam w tym roku odwiedzić i padło na Ścieżkę w Koronach Drzew, którą w 2016 roku wybudowano w Jańskich Łaźniach. Trasa na 300 km w obie strony.

Miał jechać ze mną Emil, choć pod garażem nie było to takie pewne, bo jego ZX10 nie chciał znowu odpalić, mimo nowego akumulatora. Podpięty do samochodu na szczęście ożył i wizja jechania na jednym motocyklu oddaliła się w zapomnienie, uffff 😉 .

Miała nas prowadzić nawigacja TomToma 410, która jest taka sprytna, że wytycza trasę wg kryterium jej krętości. Daliśmy drogi średnio kręte i się zaczęło….. Co to ma być za frajda z zakrętów, jak wjeżdżaliśmy na takie prowincje, gdzie asfalt to był 50 lat temu, a teraz został jeden wielki wyryp! Raz nawet go wcale nie było. Spadała nam prędkość, a kilometrów nie ubywało. W połowie drogi zmieniliśmy trasę na najszybszą i już było spoko. Ta funkcja krętości świetnie sprawdzała się w Chorwacji, ale w naszym, kochanym kraju sprawia, że jazda staje się męczarnią.

Najfajniejsze trasy, kręte i znośne (bo nie idealne) były w pobliżu granicy i w Karkonoskim Parku Krajobrazowym. Mijaliśmy piękne przełęcze, gdzie jesienne krajobrazy były powalające, jednak dało się tam tylko zwolnić, bo miejsca na zatrzymanie się nie było, a samowolne – mogłoby być niebezpieczne dla innych kierowców. W Czechach jakość asfaltu znacznie się poprawiła, ale przybyło miejsc zimnych, zacienionych i mokrych, więc trzeba było zachować pewną ostrożność. Tak czy siak, od wyjazdu do Chorwacji brakowało mi zakrętów, więc na tej wycieczce gęba cieszyła mi się wielokrotnie 🙂 .

Dojechaliśmy do parkingu, gdzie były krótkie szlabany. Nigdzie nie napisali, czy motocykle płacą i ile, to przejechaliśmy koło szlabanów i podeszliśmy do kasy. Okazało się, że motocykle płacą normalne stawki samochodowe, ale kasjer, jak się dowiedział, że nie wzięliśmy tych biletów, to powiedział, że nie musimy się wracać, tylko stanąć w wyznaczonym miejscu i mamy parking za darmo. Miło z jego strony 🙂 .

Pierwszą konstrukcję tego typu już odwiedziłam, była to Ścieżka w Chmurach (Zieleniec i Sky Walk), która robiła wielkie wrażenie. Była duża i na szczycie góry, co otwierało przepiękną panoramę z każdej strony. Ścieżka w Koronach Drzew nie jest już tak duża, nie jest na szczycie góry, dlatego polecam oglądać te trasy w odwrotnej kolejności – od mniejszej na większą. Bo u nas powstał pewien niedosyt, że niby fajna ta konstrukcja, ale mniejsza, a fajny widok jedynie z jednej strony. Przez mniejszą średnicę i nachylenie deptaków, odnosi się wrażenie, że idzie się dużo, a do celu nadal daleko.

Plus taki, że podjeżdża się pod sam start trasy (na Ścieżce w Chmurach trzeba jechać wyciągiem lub się wdrapywać dłuższy czas) i początkowo deptak ciągnie się po prostu przez las. Całość zbudowana jest z drewna, ze wsparciem elementami metalowymi, a po drodze są liczne atrakcje dla dzieci, takie sprawnościowe tory przeszkód (można je pokonać lub iść zwykłym deptakiem). Gdy dojdzie się do konstrukcji, to na początku wchodzi się do strefy podziemnej, gdzie jest opis procesów zachodzących w glebie i atmosferze (oczywiście po czesku). Potem już można się „wspinać” na szczyt. Wracać można spacerkiem lub turbo zjeżdżalnią, wtedy powrót trwa ok. 7 sekund.

Na koniec poszliśmy do knajpki po drugiej stronie ulicy na smażony ser (jadałam lepszy) i wyjechaliśmy w powrotną trasę. W połowie drogi złapał nas już zmrok, a 30 km od domu, moja operowana ręka odmówiła współpracy i musieliśmy zrobić przerwę na jej ponowne uruchomienie. Jednak im mniej robię długich tras, tym moje ciało odzwyczaja się od takich wyzwań. Muszę to brać pod uwagę, przy kolejnym planowaniu wakacyjnego urlopu.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Testuję chińszczyznę

W niedzielę, żeby nie myśleć o sobotniej traumie – zajęłam się testowaniem chińskich wynalazków 🙂 Odkąd na aliexpressie można płacić szybkimi przelewami, to od razu fajniej się tam robi zakupy. Dlatego stompgripy za 35 zł przyszły prosto z Chin (u nas wołają za nie 100 zł), a słuchawki bluetooth z allegro za ok. 60 zl. Czekam jeszcze na wklejany pinlock (do mojego kasku nie ma w opcji) za połowę polskiej ceny.

Słuchawki łatwo się montuje, tylko trzeba schować nadmiar kabli. Mój kask Shark Vision R2 ma wnęki na słuchawki, więc zupełnie nie odczuwa się ich po ubraniu kasku. Nie są zbyt głośne, ale odbierają fajnie i dźwięk jest na tyle przestrzenny, jakby dochodził z zewnątrz. Czy to bezpieczne? Moim zdaniem tak, bo słuchawki nie przytykają uszu, a muzyka nie zagłusza dźwięków z zewnątrz. To tylko tło, znacznie uprzyjemniające jazdę. Bateria trzyma ok. 3 godzin, a jak ktoś dzwoni – to urządzenie po angielsku czyta numer telefonu.

Wybrałam słuchawki bez mikrofonu, bo planuję w przyszłości zakup kompletnego intercomu do komunikacji z innymi motocyklistami na dłuższych wycieczkach. Nie mam w zwyczaju rozmawiać przez telefon w czasie jazdy, jak potrzebuję – to się zatrzymuję i rozmawiam. Słuchawek będę używać do samotnej jazdy, wskazówek nawigacji, czy właśnie słuchania muzyki w tle.

Gripy kształtem pasują idealnie (bo są dedykowane do danego modelu), jednak ich klej zostawia wiele do życzenia. Już po pierwszej przejażdżce zaczęły się odklejać na całej powierzchni. Kolega polecił mi mocowanie taśmami Command M3, więc tak spróbuję to poprawić.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz