Powrót ciepłej jesieni i Minieuroland

Liczyłam na jeszcze trochę słonecznych dni i… przyszły! Pojechaliśmy z Emilem po mój motocykl do Kotliny Kłodzkiej, gdzie go zimuję i cały dzień pojeździłam na nim z obstawą samochodu :-) . Słońce pięknie dogrzewało i jak dziecko się cieszyłam, że znowu mogę pojeździć. To jest uczucie jedyne w swoim rodzaju, kiedy się robi to, co się najbardziej lubi robić!

Mieliśmy skoczyć do Kudowy Zdrój, jednak ze względu na krótki dzień i powrót do Wrocławia – postanowiliśmy odwiedzić park miniatur Minieuroland w Kłodzku. Przyznam, że pierwsze zetknięcie z małymi obiektami robi wrażenie. Odzwierciedlenie szczegółów, odbicie (nawet szpecącej) rzeczywistości oraz pomysły są niesamowite. Przedstawiono tam budynki reprezentacyjne dla Ziemi Kłodzkiej oraz dla Europy.

Najbardziej uśmialiśmy się z dokładności elementów skupu złomu, bandy dresów, którzy dorwali jakąś ofiarę w starych ruinach i „złotego pociągu”, na który niemcy pakują złoto, obrazy i kosztowności. Warto zobaczyć to miejsce w sezonie letnim, bo to przy okazji mini park botaniczny z opisami różnych okazów roślin.

Na ogrodzeniach są makiety, które przedstawiają w jaki (pracochłonny) sposób powstają poszczególne elementy makiet i z jakich materiałów. A także kolejne plany np. postawienia wrocławskiego lotniska i 30 metrowych bliźniaczych wież widokowych. W trakcie budowy jest też wieża Eiffla.

received_590162641172613Wieczorem pojechaliśmy do Brzegu Dolnego, a z Wrocławia na Leśnicę był oczywiście gigantyczny korek. Nie przepychałam się, bo jechałam z samochodem, więc złapałam głupawkę i cały korek jechałam na Flinstona :-) Tzn. tak wolno się toczyliśmy, że trudno było utrzymać motocykl w równowadze, więc się odpychałam raz jedną a raz jedną nogą. A taki moto spacer :-) Trochę sportu na motocyklu nie zaszkodzi haha.

20161122_155300Następnego dnia pojeździliśmy sobie po okolicy już na dwa motocykle. A kolejnego musiałam już wracać do Kotliny Kłodzkiej, bo okienko pogodowe drastycznie się skończyło. Wyjechałam o 13 w kompletnej mgle, a w dodatku wyszło tak, że na wiele kilometrów ulokowałam się pomiędzy dwoma ciężarówkami. Nie miałam możliwości wyprzedzenia, bo widoczność sięgała jedynie do kabiny tejże ciężarówki. Raz wydawało mi się, że mam idealnie prostą drogę i nie widzę z naprzeciwka żadnych światełek, ale intuicja mnie ostrzegła, żeby jednak nie wyprzedzać. 2 minuty później minęła nas ciężarówka, bo w tej mgle jednak był ukryty zakręt. Ta sytuacja wiele mnie nauczyła – do wyprzedzania trzeba mieć 100% pewności i nie ma w tej kwestii żadnej taryfy ulgowej!

Niestety nie wszyscy są tego samego zdania… Na trasie 100 kilometrów drogi we mgle, aż 3 razy spotkałam wyprzedzający samochód jadący mi na „czołówkę”! Pierwszy zdążył wykonać manewr, bo praktycznie się zatrzymałam, żeby mu to umożliwić. Drugi wyskoczył na mój pas, „cudownie” mnie dojrzał i wrócił z powrotem na swoje miejsce w szeregu. Trzeci wyprzedzał cały sznur, zobaczył mnie i ledwo się wcisnął w szereg tuż przede mną. Przepraszam, ale trzeba być kretynem, żeby we mgle wyprzedzać kolumnę samochodów…

20161124_150058Zatrzymałam się na chwilę, żeby ochłonąć i rozgrzać nieco ręce. Ubranie mam teraz doskonałe (komplet Macna i bielizna merino od Brubecka), świetnie daje sobie radę z zimnem i wilgocią, jedynie rękawice zimowe, choć nazywają się „Tundra” i są dość wygodne – to nie grzeją wystarczająco. Muszę coś upolować na wyprzedażach cieplejszego. Dojrzałam kilka płatków śniegu i dotarło do mnie, że przerwa w jeżdżeniu motocyklem jest już nieunikniona…

Opublikowano Wycieczki małe i duże | Otagowano | Skomentuj

Uczę się jeździć… samochodem! :-)

Wiem, brzmi to dziwnie, szczególnie, że mam prawko ponad 15 lat :-) Jednak od jego zdania – kierowcą byłam jedynie rok. Potem przerwa i 6 lat na motocyklu. Nieraz myślałam o powrocie za kółko, ale wypadek i rehabilitacja ręki odłożyła te plany na długie lata.

Przyznam się wam szczerze, że mimo mojej fascynacji sportami motorowymi – ja nigdy nie miałam smykałki do prowadzenia pojazdów. Piszę „pojazdów”, bo nie uważam się też za genialną motocyklistkę. Należę do średniaków, którzy postępy robią dużym wkładem pracy własnej. Nie spodziewałam się też cudów po powrocie za kółko…

20161119_114454Jednak, miło się zaskoczyłam. Po pierwsze tym, że po ponad 10-letniej przerwie – wsiadłam i zwyczajnie pojechałam, a po drugie tym, jak wiele z techniki jazdy po mieście nauczyłam się jeżdżąc na motocyklu. Bo przecież na nim też muszę zmieniać biegi, przygotowywać się do manewrów, obserwować otoczenie.

Dużo trudniejsze autem jest parkowanie i zmiana pasów, więc nad tym muszę jeszcze popracować. Cieszę się, że autko jest małe, bo jakoś łatwiej mi jest ogarnąć takie gabaryty, niż jakiegoś kombiaka. Brakuje mi jeszcze „automatyzacji” ruchów, czyli jak się skupię na krzyżówce to zamotam z biegami, a jak skupię się na ruchach to nie ogarniam, kto ma pierwszeństwo haha. Dobrze, że to takie lekcje na luzie, instruktor z boku mnie pilnuje, pedały ma, więc nic nie tracę, a mogę zyskać. Własnym samochodem nie będzie już tak kolorowo :-) .

Teraz mój rok może wyglądać tak, jak u większości motocyklistów – sezon na kółkach, a zima za kółkiem :-)

Opublikowano O czym myśli blondynka? | Skomentuj

Czy to już zima?

Przerażona prognozami i kończącym się abonamentem na parkingu „pod chmurką”, postanowiłam wywieź motocykl na zimowanie. Skończyło się to małym kryzysem zdrowotnym, ale na szczęście zwalczonym czosnkiem, miodziem i cytrynką. Zostałam na kilka dni w Kotlinie Kłodzkiej i patrzyłam przez okno na padające płatki śniegu… Więc to już? Już po sezonie?? Przecież mam w głowie jeszcze kilka miejsc, w które miałam pojechać…

Jest jednak małe światełko w tunelu, że w okolicach weekendu znów będzie ok. 10-12 stopni. Wierzę w to, pielęgnuję tą wiarę i w mojej głowie zima jeszcze nie nadchodzi! A sio!!!!!

Wracając do odzieży termoaktywnej, to jeszcze jakiś czas temu nie widziałam większego sensu w wydawaniu 200-300 zł na kalesonki i cienką bluzkę. Wszystko się zmieniło, gdy w promocji upolowałam komplet Spaio i… nie miałam ochoty go z siebie zdejmować. Wracałam z jazdy, ściągałam ciuchy motocyklowe i śmigałam po domu w tym kompleciku. Przecież to jak druga skóra i w dodatku optymalnie utrzymująca temperaturę ciała. Jak dokupiłam komplet z wełną merino, to podjarałam się znowu, bo wreszcie miałam cieniutką a ekstra ciepłą warstwę na zimne dni.

Zupełnie zmieniło się moje postrzeganie odzieży termoaktywnej. Do tego stopnia, że mam już kilka par majtek, bokserek, podkoszulek (bo wystarczy poszukać promocji) z wełną merino i bez. To sztuczne włókna wiem, ale jednak lepiej, niż bawełna oddają wilgoć i dzięki temu nie ciągnie zimnem po wilgotnych plecach, a bielizna nie przykleja się do ciała. To jest po prostu praktyczne.

A na zmianę tematu i poprawę humoru polecam mój ostatni tekst z motocainy:
10 głupot, jakie może usłyszeć motocyklistka

Opublikowano O czym myśli blondynka? | Skomentuj

Wspiera mnie Oponeo

Miło mi poinformować, że do grona firm, które mnie wspierają (Lista) dołączył sklep Oponeo.pl .

Mogłam dzięki temu poszaleć z zakupami i kupić sobie ciepłą bieliznę termoaktywną z wełną merino, kominiarkę, rękawice termoaktywne jako warstwę wewnętrzną oraz ciepłe, termoaktywne skarpety:

Ślicznie dziękuję! :-)

Opublikowano Mam prawko | Skomentuj

Brrrrr

No niestety zima nadciąga i już nie pozostawia cienia nadziei, że będzie cieplej. Oddałam Dziabąga do serwisu u Zachara (zachar-motocykle.pl) na wymianę łożyska główki ramy, złamanego podnóżka (dzięki Marcin za dostawę) i wymianę płynu hamulcowego. Czeka mnie jeszcze wymiana ośki przedniego koła, bo się okazało, że jest krzywa (zamówiłam używkę, bo oryginał 300 zł!), regulacja świateł, a na wiosnę wymiana oleju w lagach.

Po serwisie zrobiłam ponad 100 km i zauważyłam dużo większą czułość kierownicy na wszelkie wyrypy – trzeba się pilnować :-) . Do tego jest już bardzo zimno i szybko zapada zmrok, przez co zmarzłam przeokrutnie w czubki palców stóp i rąk, i odechciało mi się jakiejś sobotniej wycieczki, bo było jeszcze zimniej. Mam nadzieję, że kolejny, długi weekend będzie nieco cieplejszy!

Opublikowano Dziabąg | Skomentuj

Mały kurs doskonalenia techniki jazdy

W niedzielę mieliśmy okazję uczestniczyć w kursie doskonalenia techniki jazdy na małym torze, który powstał na lotnisku pod Opolem (Polska Nowa Wieś). Organizatorem był ODTJ Delta, a samo szkolenie gościnnie poprowadził Zbyszek Łacisz z Akademii Bezpiecznej Jazdy Lanette z Gliwic. Szkolenie było o 9, więc trasę podzieliliśmy sobie z Emilem na 2 kawałki z noclegiem i rano musieliśmy podjechać jedynie z Nysy. Trochę pobłądziliśmy po małych uliczkach, które zamieniały się w drogi szutrowe, a czasem błotne (raz mało mnie to błotko nie wciągnęło), a potem szukaliśmy właściwego budynku na torze. Udało się dotrzeć prawie na czas, a na miejscu było już ciepło i gorące napoje, więc mogliśmy się dogrzać.

Tor było mokry, ale w czasie, gdy omawialiśmy teorię nieco przeschnął. Zbyszek przygotował dla nas wiele zadań sprawnościowych i z hamowania, a także postawy na motocyklu. Na plac podstawiono nam 2 motocykle testowe od Delty, ale takie, w których możliwości techniczne nieco wątpiliśmy (obroty same podskakiwały w jednym i rączka się urwała), więc postanowiliśmy ćwiczyć na własnych maszynach. Dało mi to szansę lepszego poznania Dziabąga (Kawasaki ER6N) i niestety przekonania się, że to nie jest łatwa w manewrowaniu parkingowym maszyna.

Pierwsze zadanie wykonałam z lżejszym i niższym motocyklem testowym, ponieważ był to slalom pieszy z motocyklem u boku przez ciasne bramki. I o ile było to proste do przodu, to to samo trzeba było zrobić do tyłu. Zgrzałam się nieźle przy tym ćwiczeniu, bo motocykl trzeba było odsunąć od bioderka (ja zwykle na bioderku przeprowadzam) i jeszcze go pochylać w obie strony. Motocykl mi się w bramkach mieścił, tylko ja raz czy dwa, stopą ze słupkiem się spotkałam, przez nieuwagę.

20161030_114805Kolejne ćwiczenia to bardzo ciasny slalom z przesunięciem (słupki nie w jednej linii, ale raz po lewej, raz po prawej), co wymagało dużej skrętności przy niewielkiej prędkości na półsprzęgle. To ćwiczenie mnie pokonało – tzn. pozwoliłam sobie na zbyt duże zwolnienie w stosunku do pochylenia motocykla. W tym momencie jego masa mnie przeciążyła i musiałam mu pozwolić upaść. Oczywiście serce mnie zabolało, ale szkody dzięki zamontowanym crashpadom nie były duże. Ułamała się końcówka podnóżka i klamka hamulca się nieco wygięła (czego konsekwencją było prawie ciągłe świecenie stopu w drodze powrotnej).

Kolejne zadanie było dla mnie początkowo zbyt trudne, bo wymagało prostego wjechania pomiędzy słupki, a następnie na sygnał instruktora – ostrego nawrotu w prawo lub w lewo. Miałam problem ze zmieszczeniem się Dziabągiem w granicach tych słupków. Manewr ten wymagał dużego przeciwsiadu na małej prędkości z użyciem sprzęgła. To był słaby punkt mojego panowania nad Dziabągiem, więc odjechałam nieco dalej poćwiczyć coraz ciaśniejsze i wolniejsze kółka na nim. Co przydało mi się w kolejnym zadaniu. A był to bardzo ciasny tor z nawrotem wokół opon. I to właśnie te opony były najtrudniejszym elementem wyznaczonej trasy. Ale uparcie powtarzałam to zadanie z 15 razy, aż zrobiłam ten nawrót bez podpierania się awaryjnie stopą 3 razy. Potem próbował Emil i też miał problem, by wykonać to zadanie moim motocyklem.

Wiem, że to nie motocykl jest problemem a umiejętności (bo dobry motocyklista nawet wielką maszyną czy ścigaczem taki tor pokona), ale zdaję też sobie sprawę, że są motocykle, które ułatwią takie zadania i są takie – co utrudnią. Miałam okazję się przekonać o tym chwilę potem, kiedy Oskar (który z nami był na szkoleniu) dał mi poćwiczyć swoją, przygotowaną do motogymkhany MT-07. Rany! Jaki to boski, stworzony do manewrowania, lekki i skrętny motocykl. Mogłam na nim wykonać ćwiczenie, które początkowo mnie przestraszyło…

Trzeba było napędzić się do ok. 30 km/h (trzeci bieg), puścić kierownicę (ręce do góry), a następnie na sygnał instruktora opuścić tylko jedną rękę i popchnąć kierownicę, by przy użyciu przeciwskrętu skręcić we wskazaną przez instruktora stronę. Wydawało mi się to bardzo trudne, a jednak okazało się bardzo fajnym ćwiczeniem. Przekonałam się, że kierownicy motocykla wcale nie trzeba trzymać, a przeciwskręt działa bardzo dobrze.

Następnie na swoim motocyklu wykonywałam slalom szybki z użyciem przeciwskrętu właśnie, a na MT-07 zadanie z hamowaniem pulsacyjnym. Ten punkt chętnie poćwiczę jeszcze na jakimś placu, bo zdarza mi się przy ostrym hamowaniu odkręcać manetkę (oczywiście nic się nie dzieje bo sprzęgła używam), ale chcę to wykluczyć.

Następnie ćwiczenie, które bardzo mi się spodobało, szczególnie, że mogłam je znowu wykonać na MT-07. Na placu powstało koło ze słupków, wokół którego trzeba było krążyć w jedną, a następnie w przeciwną stronę. Ale wszystko z użyciem 3 pozycji na motocyklu: 1. równym pochyleniem motocykla i własnym, 2. przeciwsiadem, czyli znacznym pochyleniem motocykla, a własnym w stronę przeciwną i 3. w pozycji sportowej z kolanem (co na początku sprawiło mi trudność, bo nigdy jej nie ćwiczyłam, ale później całkiem mi się spodobała).

Co mi dało to szkolenie? Poznałam swoje mocne i słabe strony, i wiem nad czym muszę popracować oraz jakie ćwiczenia na dowolnym placu mogę wykonywać. Otrzymałam wiele cennych wskazówek od Zbyszka i Oskara. Przekonałam się także, że jazda przed siebie to nic trudnego, ale dalsze doskonalenie techniki jazdy powinno być obowiązkiem motocyklisty, bo nabyte w ten sposób umiejętności mogą się przydać w każdej niespodziewanej i trudnej sytuacji na motocyklu.

Opublikowano Dziabąg, Tor | Skomentuj

Shark Vision-R series 2 – pierwszy test i wrażenia

Uwielbiam zakupy. Myślę, że większość kobiet uwielbia, choć często potem trzeba walczyć z wyrzutami sumienia, że tyle kasy wypłynęło z konta :-) . Z zakupami motocyklowymi jest nieco inaczej, bo tutaj nigdy nie kieruję się spontaniczną decyzją, a złożoną analizą swoich potrzeb i tego co oferuje rynek. Zwykle znaczy to, że wgapiam się w monitor komputera i smartfona godzinami (często zamiast spać w tym czasie), szukając najlepszego zaspokojenia danej potrzeby oraz uwzględniając to, czy mnie na dany produkt stać.

Misja ostatnich dni brzmiała: „kask zimowy” :-) . Oczywiście nie ma takiego typu kasków, no chyba, że ktoś chce narciarski kupić. Ja uwielbiam kaski modułowe i mój obecny Nolan N40 full jest super, jeżeli chodzi o ciepłe miesiące sezonu. Jednak już w temperaturach poniżej 10 stopni jeżdżenie w nim grozi: przewianiem, bólem zatok, przeziębieniem. A takie temperatury nie są jeszcze dla mnie powodem do zakończenia sezonu. Stąd znowu pomysł zakupu kasku na „zimę”. Dlaczego znowu? Bo może pamiętacie, że zeszłej jesieni kupiłam już Sharka Skwal i próbowałam się do niego przekonać. Bezskutecznie… Parowały mi okulary nawet podczas postoju i mało w nim widziałam. Sprzedałam go na wiosnę.

Wyszukiwarka google nie bardzo wiedziała co zrobić z hasłem „kask integralny z dużą szybą”, więc pozostało mi przeszukiwanie ofert poszczególnych sklepów. Wpadłam na kawę do Moto-Point (moto-point.com.pl), a tam kolega Grochu już miał dla mnie konkretną propozycję – Shark Skwal Vision-R series 2. To on sprzedawał mi poprzedniego Sharka, więc zna moje potrzeby i miał 100% pewności, że wybiorę ten właśnie kask. Dlaczego? Bo to właśnie jest kask integralny w powiększonym polem widzenia, dzięki większej szybce. Do tego jest już z włókien szklanych, więc ekstra lekki.

20161028_171604Pierwsza przymiarka była zabawna, bo wydawało mi się, że wcale się w niego nie wbiję. Ten model ma bardzo dobre uszczelnienie dołem (niwelując podwiewanie do wnętrza), jednak chwilę mi zajęło, żeby nauczyć się go ubierać w ten sposób, żeby mi tuszu do rzęs nie ściągał przy okazji :-) . Okazało się, że jednak w eMce mieszczę się spokojnie.
Duże pole widzenia? O tak! Idealne i pełne na boki, a także dołem (tzn. żeby zerknąć na licznik nie trzeba schylać głowy). Tego mi brakowało w modelu Skwal. O dziwo ten model nie ma pinlocka i nieco się tego obawiałam. Szyba pokryta jest warstwą nieparującą, a sam kask ma taki fajny „dzyndzelek”, który pozwala na lekkie otwarcie szyby.

20161101_085947To w teorii, a przechodzimy do praktyki i to od razu w skrajnych warunkach pogodowych. Jechałam do Kotliny Kłodzkiej, a był deszcz, wiatr i może 8 stopni. Ubrałam kask i okulary nieco zaparowały, ale z doświadczenia wiem, że ten deflektor na nos jesienią nie służy okularnikom i po jego wyjęciu już było super. Ruszyłam, zamknęłam szybę i stoję na światłach. Chwilka i nic nie widzę! Szyba jest super – ona nie zaparowała, ale zaparowały okulary. Bez paniki, wszystko pod kontrolą, pstrykam magiczny „dzyndzelek” i już wszystko odparowane. Ruszam i wcale mi po twarzy nie wieje, bo ta szczelina jest dość mała. Docisnęłam szybę dopiero po wyjechaniu z miasta, żeby w kasku było ciszej. Sam „dzyndzelek” chodzi dość opornie na sucho, jednak po ubraniu kasku i obsługiwaniu go w rękawicach, już nie jest trudno nim operować, przy czym jego położenie jest dosyć wygodne.

Jeżeli chodzi o pole widzenia, to praktycznie nie zauważyłam zmiany kasku. Tzn. mój modułowy ma szybę o 1/3 większą, ale już ta szyba Sharka jest optymalna. Zauważyłam lekkość i ciszę, bo tak do 80 km/h praktycznie nie słychać silnika motocykla, ani mijanych samochodów, jedynie lekki szmer wiatru (czasem jakimś basowym dźwiękiem walnie) i stukanie kropel deszczu rozbijających się o szybę. Im szybciej jedziemy tym jest głośniej, a jeszcze jak dojdzie do tego porywisty wiatr – to już mam to samo co w Nolanie, czyli najlepiej ubrać zatyczki do uszu.

A w czym Nolan jest lepszy? W uszczelnieniu górnym szyby, gdzie uszczelka jest oddalona od krawędzi kasku i kompletnie nie przepuszcza. Shark (i Vision, i Skwal) przepuszcza stróżkę zimnego powietrza centralnie na czoło. Ja mam na to swój patent – opuszczam nieco blendę, tuż nad linię oczu, wtedy stróżka rozchodzi się już po kasku i mam cieplej. Zrobiłam nawet mały eksperyment i zakleiłam taśmą izolacyjną dziurę od blendy – wiało nadal, więc jest to ewidentnie przepuszczająca uszczelka. Jeżeli chodzi o podwiewanie dołem, to Nolan powinien się znowu uczyć od Sharka, bo w nim nic takiego nie istnieje (oczywiście jesienią noszę też kominiarkę i kołnierz).

Podsumowując – ideału kasku nadal nie znalazłam, jednak Shark Vision-R jest niebezpiecznie blisko niego. Pole widzenia, lekkość, system uchylania szyby, uszczelnienie dołem, niewielka w sumie głośność (przy dobrych warunkach pogodowych). Myślę, że ten kask ma szansę zostać ze mną na wiele sezonów „zimowych”, a kto wie, może i latem się sprawdzi, więc porzucę kaski modułowe? Pożyjemy, zobaczymy…

Opublikowano Testy | Otagowano | Skomentuj

Weekend i Skalne Miasto Osówka

Wyjechałam na weekend w piątek popołudniu, niestety pogoda, a raczej temperatura nadal nie rozpieszcza. Oczy łzawią z nosa kapie… O ile nie mam już problemu większego z marznięciem, bo mam nowy komplet odzieży, to nadal jest tu jeden słaby punkt – kask. Do tej pory (i pory roku) byłam z Nolana N40 full bardzo zadowolona. Jednak niskie temperatury uwydatniły te jego podwiewanie dołem. Górna uszczelka szyby jest cudna, nic po zatokach nie wieje. Jednak od oczu, im niżej tym bardziej wieje lodowatym wiatrem. Najpierw myślałam, że to takie dwa wywietrzniki w szczęce, które nie mają zamknięcia, ale je zakleiłam taśmą izolacyjną od wewnątrz – a problem nadal istnieje. Przyjrzałam się szybie i ona ma uszczelkę dołem, a bokami już nie. Myślę, że tu leży problem + podwiewanie od dołu (mimo podbródka). Doceniam go, bo jest o niebo lepszy, niż HJC is Multi. Jednak znów myślę o zakupie kasku integralnego „na zimę”, ale musi mieć powiększoną szybę, bo ja w takich normalnych już jeździć nie umiem :-) .

W sobotę wyjechałam jedynie na zakupy dla mojej mamy. Tak się złożyło, że na liście były też jajka. Jakoś nie kojarzę, żebym wcześniej miała jakiś problem z wożeniem jajek, więc nic nie obudziło mojej czujności. Wpakowałam je na jedną kaszę w pudełku, przykryłam drugą, lekko związałam rączki torby, zamknęłam kufer i ostrożnie pojechałam. Przed moją miejscowością drogowcy ściągnęli asfalt i mimo ostrożnej jazdy po tych wyrypach – usłyszałam w kufrze niepokojące hałasy. Dojechałam do domu, otwieram kufer, a tam? Jajecznica! Opakowanie się rozmiękło od potłuczonego jajka i rozpadło na dwie części, co spowodowało wylot z opakowania i destrukcję reszty jajek (przeżyło jedno!). No nieźle! Zakupy musiałam opłukać pod wodą, jajka z kufra wybrać kubkiem, a następnie go dokładnie umyć.

20161023_125110Na niedzielę razem z Tomkiem i jego żoną Elą zaplanowaliśmy jakąś wycieczkę. Padło na Skalne Miasto Osówka, bo nikt z nas tam nie był. Zwiedziłam już obiekt Włodarz i byłam w Gross Rosen, a te miejsca łączy jedna historia. Zatankowałam i czekałam na Tomka i Elę na pięknym parkingu, który pod galerią w Kłodzku, tuż przy drzwiach wymalowano. Bardzo fajny pomysł! Mieli małe spóźnienie, a mi strasznie zależało by zdążyć na zwiedzanie o 14, bo to gwarantowało, że do Wrocławia wrócę przed zmrokiem. Tomek tak się przejął, że jakiś diabeł w niego wstąpił i swoją „rakietą” CBR 250 z przestraszoną Elą na pokładzie, zaczął wyprzedzać jak szalony :-) Patrzyłam na to z niedowierzaniem, jednak sama zachowałam więcej ostrożności, bo wiedziałam, że i tak mam czym go dogonić. Uśmialiśmy się potem z tej sytuacji, ale wszystko się udało i zdążyliśmy na czas, a nawet załapaliśmy się na promocję biletów „Dolny Śląsk za pół ceny”.

Skalne Miasto Osówka to część kompleksu Riese, o budowie bardziej zaawansowanej, niż widziałam we Włodarzu. Skalne korytarze i sale były dużo większe. Jednak jakbym miała ocenić samą wycieczkę, to polecę Wam obiekt Włodarz. W Skalnym Mieście (nazwa też nijak się ma do rzeczywistości) przewodnik nie opowiadał zbyt ciekawie, jakoś monotonnie i od niechcenia. Nie jestem fanem historii i mój mózg nie przyjmuje w ten sposób podanych informacji. A historia potrafi zaciekawić, trzeba ją tylko ciekawie podać, co w wielu odwiedzonych przeze mnie miejscach się powiodło. Nie wrócę tam już i polecać też specjalnie nie będę (no chyba, że fanom historii).

p.s. Ostatnio udało mi się na wyprzedaży upolować komplet odzieży termoaktywnej Spaio i powiem Wam, że jest super. Fajnie trzyma ciepło i nie pozwala na trzymanie wilgoci. Często tak mam, że się zgrzeję w tych ciuchach motocyklowych na parkingu, a potem po mokrych plecach i T-shircie mi zimno. Z odzieżą termo nic takiego się nie dzieje, a jest tak wygodna, że się nie ma ochoty jej ściągać po powrocie do domu :-) . Przydała by się jeszcze taka wersja zimowa z wełną merino.

Opublikowano Wycieczki małe i duże | Otagowano | Skomentuj

Muzeum Gross-Rosen w Rogoźnicy

Pogoda nie rozpieszcza motocyklistów… Po cudownym wrześniu, kiedy to codziennie mogłam latać motocyklem do pracy, przyszedł październik, noce po 4 stopnie temperatury i ciągłe opady. Normalnie doła można złapać! Wyczekiwałam weekendu i łaskawie pogoda miała się poprawić na sobotę. Szału nie było, bo obiecane słońce ciągle się chowało, ale chociaż temperatury wzniosły się ponad 12 stopni. Dzień ten wykorzystałam, razem z Emilem, na wycieczkę do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Jak się później okazało, to raczej muzeum, bo z obozu zostało niewiele…

Dlaczego takie miejsce? Chyba, żeby się zmierzyć z trudną historią. W Oświęcimiu byłam na wycieczce w szkole podstawowej i niewiele z tego pamiętam. W liceum poznawaliśmy równie trudną/bolesną literaturę z tego okresu, a jako dorosły człowiek nie miałam już okazji zetknąć się z tą tematyką.

Obóz znajdował się na uboczu miejscowości Rogoźnica, zostawiliśmy motocykle na parkingu i w kasie zakupiliśmy bilety na film, i bilet parkingowy (przewodnik jest dostępny za dodatkową opłatą dla grup). W pierwszym budynku mogliśmy w małej salce obejrzeć film dokumentalny o obozie z wplątanymi relacjami osób, które to piekło przeżyły oraz z zachowanymi fotografiami. Następnie zwiedzaliśmy małe muzeum z rzeczami i dokumentami, ocalałymi z obozu oraz tablicami opisowymi z fotografiami.

Po tej pierwszej dawce szokujących informacji mogliśmy pójść do bramy obozu. W pomieszczeniach po obu jej stronach można zobaczyć jeszcze obrazowo-opisową historię ekspansji Hitlera oraz budowy kompleksu Riese (w którego powstaniu swój udział mieli więźniowie z Gross-Rosen).

Po wejściu na teren obozu zobaczyliśmy głównie fundamenty pozostałe po drewnianych barakach dla więźniów, z tablicami opisowymi ich położenia i przeznaczenia. Na koniec udaliśmy się do kamieniołomu, w którym więźniowie musieli pracować.

Zobaczone do tej pory fotografie i opisy więźniów, moja wyobraźnia mogła połączyć z tymi miejscami… To były bardzo bolesne historie i zbyt często prowadzące do śmierci. To niewyobrażalne okrucieństwo wobec ludzi, na które pozwoliły sobie inne jednostki „ludzkie”.

Tragiczne losy więźniów trudno jest ogarnąć emocjami, żyjąc we współczesnym świecie, gdzie problemem jest to, co czytamy na facebooku, albo niemożność kupienia nowego iphona. Gdzie ośmielamy się mówić, że wolność daje nam motocykl, a prawdziwe znaczenie tego słowa poznali tylko Ci więźniowie, którzy to piekło przeżyli.

Opublikowano Wycieczki małe i duże | Otagowano | Skomentuj

Odzież motocyklowa jasna czy ciemna?

Głównym powodem dla którego zdecydowałam się zmienić dotychczasową odzież motocyklową było marznięcie zimą i przegrzewanie się latem. Dlatego wybór padł na kurtkę na tyle ciepłą, by poprawić mój komfort jazdy jesienią, a jednocześnie z wypinaną membraną, która jest główną przyczyną przegrzewania się organizmu latem.

Sprawa byłaby prosta, gdybym w sklepie miała jeden taki komplet wybranej marki – kupiłabym go i po sprawie. Jednak od jakiegoś czasu producenci oferują nam minimum dwie wersje kolorystyczne danego modelu: jasną i ciemną. No i tu mój pozornie prosty zakup, nieco się skomplikował… A im dłużej myślałam nad tym wyborem, a znajomi motocykliści próbowali mi w nim pomóc – tym bardziej nie wiedziałam co robić i trzykrotnie zmieniłam „ostateczną” decyzję.

panorama

Dlaczego to trudna decyzja?

Przyjrzyjmy się argumentom zwolenników jasnej i ciemnej odzieży tekstylnej:

1. Brudzenie się tekstylnej odzieży motocyklowej
To główny argument przeciwników jasnej odzieży. Jakby na to nie patrzeć – motocykl nie jest najczystszym pojazdem (szczególnie trzymany „pod chmurką”) i jeżdżąc na nim, również długo czyści nie pozostaniemy. W słoneczne dni problemem stają się rozbijające się wszędzie owady, które pozostawiają po sobie, mniej lub bardziej, krwawe ślady. W czasie deszczu to błoto fruwa wszędzie, a dodatkowo deszcz potrafi na jasnej odzieży pozostawić zacieki.

Czy ciemna odzież się nie brudzi? Oj brudzi podobnie, jednak na niej bardziej widać zakurzenie z piasku, ziemi, wszelakiej maści kłaczki, sierść zwierząt, włosy. O ile z ciemnej kurtki tego typu zabrudzenia można łatwo usunąć, to z jasną trzeba się nieco bardziej napracować (praniem lub punktowym czyszczeniem). I to jest sprawa, na którą najbardziej narzekają osoby niezadowolone z jasnej odzieży.

2. Komfort termiczny
To znowu główny argument zwolenników jasnej odzieży, którzy latem ( np. stojąc na światłach w mieście) mniej są narażeni na atak słońca, tym samym dłużej utrzymując komfort termiczny. W czasie jazdy motocyklista jest już chłodzony podmuchami wiatru, jednak nadal ten ubrany na czarno – słońce padające na powierzchnię ubrania poczuje mocniej. Jest to jednak też plus! Kiedy? Wczesną wiosną i jesienią, kiedy dosłownie wygrzewamy się promieniach słonecznych i chcemy by na nas mocniej padały.

Całkiem inaczej wygląda ta sprawa w czasie podróżowania po gorących, egzotycznych krajach, bo tam właśnie jasna kurtka (najlepiej także z przewiewnymi panelami „mesh”) wydaje się być idealnym rozwiązaniem. Choć zdaniem tych faktycznie podróżujących po odległych krajach – nawet w jasnej odzieży można się „zagotować”.

3. Wygląd i widoczność na drodze
panorama_Wygląd odzieży jest kwestią indywidualnego gustu – jeden powie, że uznaje kolor tylko czarny (co ponoć wyszczupla), a inny, że jasne kurtki ładniej wyglądają. Ze względu na lepszą widoczność na drodze, bardzo dobrze w naszym kraju przyjęły się białe kaski. Z pewnością też będziemy szybciej zauważeni w jasnej odzieży, choć chcąc poprawić ten parametr – można na ciemną kurtkę po prostu ubrać odblaskowe szelki lub kamizelkę. I to nie jest też tak, że jak nasza odzież będzie widoczna – to mamy gwarancję, że inni kierowcy zawsze nas dojrzą. Tu nie ma reguły, można jedynie poprawić statystycznie swoje szanse bycia zauważonym.

Oczywiście cały czas rozpatrujemy sytuację, gdy zakup dotyczy jednego kompletu całorocznego. Bo jeżeli stać nas na komplet i jasny, i ciemny – to żadnego problemu nie ma. Jesienią i wiosną, deszczową porą można jeździć w ciemnym, a podczas upalnego lata wskakiwać w jasny komplecik.

Być może właśnie na tym zależy producentom, którzy oferują dwie, kompletnie skrajne wersje kolorystyczne, niewiele uwagi poświęcając kolorom szarym, brązowym, granatowym w połowie skali nasycenia. Odzież w takim kolorze byłaby najbardziej praktycznym rozwiązaniem całorocznym dla motocyklistów, którym zależy na jednym zestawie odzieży na długie lata użytkowania.

****

20161011_161845Wracając do mojego własnego dylematu i wyboru – padło na komplet czarny (Macna Nova + Macna Fulcrum) z wpinaną kamizelką (jak na zdjęciu wyżej), którą będę nosić jesienią i wieczorami/nocą. Choć co chwilę przekonywali mnie zwolennicy jednej i drugiej strony, wybrałam ze względu na praktyczność zastosowania całorocznego. Gdy poszłam na parking, zdjęłam ten brudny pokrowiec, wypchnęłam motocykl z trawy – zrozumiałam, że moja jasna kurtka już w tym momencie nie byłaby taka idealna. Szczególnie, że jasna jest przy zapięciu, gdzie na koniec wylądowałyby moje, już niekoniecznie czyste ręce/rękawice. Upewniłam się w tej decyzji, gdy po pierwszej przejażdżce w nowym zestawie, moja seledynowa kamizelka ubrudziła się od rozkwaszonych na niej owadów (gdzie teraz jest ich już bardzo mało).

Co do wyboru marki Macna, póki co jestem zadowolona z paru praktycznych w niej rozwiązań i dlatego, że wreszcie nie marznę! Zakładam kurtkę z membraną i ociepleniem jedynie na bieliznę termoaktywną z długim rękawem i jest super przy tych 10-12 stopniach. Jak będzie się spisywać w dalszej jeździe opiszę przy kolejnej okazji.

Opublikowano Testy | Otagowano , | Skomentuj

Zimny październik

W weekend nakręciłam ok. 250 km, choć było to nieco mało komfortowe. Gdy świeciło słońce to dało się żyć, jednak bez niego temperatura w Kotlinie Kłodzkiej zbliżała się do 6 stopni! A na koniec jeszcze złapał mnie lodowaty deszcz. To niezły szok, po takim przyjemnym wrześniu.

14600984_1758367127750720_771961356981262123_nPrzymierzam się do zmiany odzieży motocyklowej, mam już nowe spodnie Macna z których jestem zadowolona, bo dały radę w tych trudnych warunkach, nawet bez podpinki, jedynie z bielizną termiczną pod spodem. I czekam, aż przyjedzie kurtka do kompletu. Dlaczego ta marka? Zachwyciła mnie jakością wykonania, dopasowaniem i materiałami. Paweł, który był z nami w Bieszczadach użytkuje komplecik Macny i jest bardzo z niego zadowolony, więc spróbuję i ja. W podobnej cenie można mieć Modekę, jednak tu moi znajomi zbytnio zadowoleni nie są i Buse, z której to akurat ja zadowolona nie jestem. Zamarzłam w tej kurtce przy 7 stopniach mając na sobie bieliznę termiczną (Spaio – fajna, a tania), bluzę z winstoperem, podpinkę, membranę i kurtkę właściwą. To już mój stary Probiker lepiej sobie radził w takich warunkach.

Dylematem nie był wybór marki, a kolor kurtki! I okazało się, że to nie tylko mój dylemat, bo po zamieszczeniu wpisu na facebooku otrzymałam sporo komentarzy ZA i PRZECIW jasnej odzieży motocyklowej. Ja ostatecznie wybrałam czerń, jednak był to długi i wiele analizujący proces myślowy, powiązany z trzykrotną zmianą zdania, który zapewne wkrótce opiszę :-) Bo przecież nie tylko ja mam takie dylematy…

12344Zapraszam również do przeczytania mojej recenzji poradnika „Motocyklowe strategie uliczne”, która jest nowością na naszym rynku:
www.motocaina.pl/artykul/motocyklowe-strategie-uliczne-nowosc-na-rynku-wydawniczym

Opublikowano O czym myśli blondynka?, Testy | Otagowano , , | Skomentuj

Na moto i na różowo

1 października we Wrocławiu, po raz pierwszy odbyła się akcja MotoRóżowi, której celem jest edukowanie w zakresie profilaktyki raka piersi. Organizacją wrocławskiej edycji zajęła się fundacja motocyklistek Moto Dolls, której temat jest bardzo bliski. Już na targach motocyklowych skutecznie się nim zajmowały i na ich stoisku była możliwość nauczenia się samobadania na fantomie i porozmawiania z przeszkoloną w temacie osobą.

Pod Katedrę św. Marii Magdaleny przyjechało mnóstwo motocyklistów, a dziewczyny miały dla nich różowe kamizelki. Niektórzy dodatkowo przystroili na różowo swoje motocykle i mój Dziabąg też się z tej okazji wystroił:

14495296_1755788331341933_3112582758504216753_n
Choć większość typowała, że jedziemy na wieczór panieński/kawalerski :-)

Wielką paradą ruszyliśmy pod Oddział Onkologiczny, gdzie dowiedzieliśmy się jak ważne jest samobadanie, jak w sytuacji zagrożenia chorobą ważne jest wsparcie mężczyzn, a także, że powstaje tam punkt, gdzie w jednym miejscu będzie można wykonać wszystkie, potrzebne badania.

Czy takie akcje mają sens? Myślę, że tak. Do mnie dotarło, że samobadanie jest ważne, że nie zajmuje dużo czasu i nie jest trudne.

14556066_1167469336624418_1841534170_nResztę weekendu spędziłam w Kotlinie Kłodzkiej, ale nie jeździłam zbyt wiele. Poprawiłam lusterka w Dziabągu, bo Zachar (mój mechanik) zauważył, że ktoś je odwrotnie założył! A wszyscy się zastanawiali, co to za dziwne lusterka, że ledwo pod nie dłoń się mieści :-) Przyszła mi też śliczna, lakierowana nakładka na kufer – 30 zł, a super wygląda!

Na stacji paliw zaczepił mnie młody kierowca, za którym wcześniej jechałam. Utrzymywał tempo 100-115, więc go nie wyprzedzałam i jechaliśmy „razem” kawałek trasy Strzelin-Wrocław. Spytał, dlaczego tak wolno jeżdżę, skoro mam taką maszynę. Odpowiedziałam: „A kto powiedział, że motocykl służy tylko do zapier****nia?” :-)

Opublikowano Dziabąg | Skomentuj