Gmole i hamowanie awaryjne na… przystanku

Pojechałam dziś odebrać Stringa z Karmelkowej, bo chłopaki od Moto Gymkhany montowali mi w nim gmole. Kasa to niewielka w porównaniu do cen jednego nawet plastiku do Sendy. Całkiem fajnie to wyszło, Paweł ładnie wszystko wkomponował:

 

 

 

 

Nie przewidziałam tylko tego, że zmieni się dźwięk – chyba powietrze inaczej przepływa, jest głośniej i mam wrażenie, że zaraz mi coś odpadnie ;-).

Był totalny upał i duchota, zero tlenu! Postanowiłam, więc do  domu jechać dopiero jutro rano, musiałam tylko dziś wrócić do garażu. Ogólnie źle mi się jechało, w ciuchach i stojąc na światłach można było się roztopić! Jechałam już do świateł, coś mnie na chwilę rozproszyło, aż tu zauważyłam, że jadę wprost w tył stojącego samochodu (tył granatowego Forda Fiesty będzie mi się teraz śnił po nocach!). Okazało się, że przed nim stoi na przystanku autobus, ale nie było tam zatoczki – stali więc wprost na pasie.

No i od tamtej pory to nie wiem co robiłam… Na pewno hamowałam odruchowo przodem, a na trochę zapomniałam o tylnym. Po chwili już wiedziałam, że to nie wyda i nie stanę na czas. Skręciłam na ten przystanek (chyba puściłam na moment hamulec), na szczęście ludzie już byli załadowani w autobus i zatrzymałam się wreszcie! Krawężnik był wysoki i ja już byłam przygotowana, że oto właśnie strzelę zaraz swoją pierwszą asfaltową glebę, połączoną z testem nowych gmoli!

Byłam w lekkim szoku jeszcze chwilę, potem powoli włączyłam się do ruchu i pojechałam dalej. Taka sytuacja dała mi dużo do myślenia – o czujności w mieście, o awaryjnym hamowaniu i poprawieniu umiejętności, i wreszcie o dostosowaniu prędkości do takich awaryjnych sytuacji. Tym razem coś nade mną czuwało i wszystko dobrze się skończyło…

Facebook Comments
Ten wpis został opublikowany w kategorii Mam prawko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Gmole i hamowanie awaryjne na… przystanku

  1. Żubr pisze:

    Nieprzyjemnie :(. Ale gmole naprawdę ładne.

    P.S. Ja bym się niedawno wmontował w tył corsy, pani świateł stopu nie miała :/.

  2. nymue pisze:

    No to całe szczęście,że nic się nie stało. Niestety, jazda na moto wymaga ogromnej czujności. Nawet sekunda poświęcona zerknięciu w lusterku może narobić kłopotu…Dodatkowo nigdy nie można być pewnym rekacji kierowcy przed/za Tobą…ciężkie to życie motocyklistki. Ale mimo wszystko i tak warto 🙂

    PS Gdybyś chciała zerknąć, zapraszam;)
    http://balkanyporazpierwszy.blogspot.com

  3. motorsfera pisze:

    Człowiek się uczy na błędach, a dobrze, że ten błąd nie miał skutków ubocznych. Nie mam doświadczenia w jeżdżeniu po dużym mieście, więc przede mną jeszcze dużo nauki techniki i umiejętności obserwacji. Koncentracja musi być na 100% ! nawet w upał 😉

  4. motorsfera pisze:

    Nymue zajrzałam i trzymam kciuki za powodzenie wyprawy! Jak mi kiedyś spadnie z nieba większe moto to może też o jakiejś dłuższej wyprawie pomyślę 😉

  5. nymue pisze:

    Nie-dzięki 😉

    A tam większe moto! I Stringiem można pojechać gdzieś dalej. Gościu vespą pojechał do Afryki i dał radę… Grunt to wierzyć w możliwości maszyny a przede wszystkim siebie!

    Nie moc silnika robi z Ciebie zawodnika 😉

  6. motorsfera pisze:

    Nie o moc silnika mi chodziło, a raczej o sam profil motocykla. Po 80 km nie da się już usiedzieć na tej kanapie, a i możliwość spakowania bagaży dość ograniczona. To po prostu moto do zabawy i na krótkie trasy. Na moc nie narzekam, mało KM to wcale nie znaczy, że źle 😉

Dodaj komentarz