Mój pierwszy deszcz w trasie

Niby wiedziałam, że wcześniej czy później to się zdarzy, ale czy byłam na deszcz przygotowana? Hmm nie do końca ;-).

Wczoraj wieczorem wyruszyłam na Kotlinę Kłodzką do domu, pogoda była OK. Dopiero w okolicach Strzelina totalnie pociemniało. Zadzwoniłam szybko do domu – u nich nie padało, więc byłam dobrej myśli, ale tylko przez chwilę ;-). Tuż za miastem zaczęło kropić…

Zjechałam na pobocze i zaczęłam szukać, co tam mam w plecaku na deszcz. Znalazłam: parasolkę ;-), pelerynę foliową (już lepiej!) i takie cieńkie spodnie, co kiedyś kupiłam na lumpexie, bo wyglądały na przeciwdeszczowe (szkoda, że tylko wyglądały).

Spodnie były szerokie i dały się ubrać na motocyklowe, peleryna nie miała rękawów, tylko takie dziury na ręce. Na szczęście była szeroka i zakryła też plecak (z netbookiem), no i ubrałam jej kaptur pod kask, żeby woda nie lała się za kołnierz. Ruszyłam, bo stać nie było sensu – ciemno dookoła, więc samo by nie przeszło. Trzymałam prędkość 50km/h.

Okazało się, że jadę na batmana 😉 – peleryna się napompowała i zaczęła za mną furgotać na wietrze. Żeby ochronić plecak, zawiązałam tą pelerynę w pasie i już furgotały jedynie rękawy ;-). Było by pięknie, gdyby nie to, że deszcz się nasilał. Momentami wydawało mi się, że to nawet grad, bo bolało, jak walił po nogach i głośno uderzał w daszek kasku.

Pierwsze przemokły buty – dziękuję Ci, cudowny impregnacie, który miałeś chronić moje buty przed deszczem! Spodniom też podziękujemy – przemokły obydwie pary! Poczułam wodę na tyłku, a to nie było zabawne, bo zapalenie pęcherza to niefajna sprawa. Zatrzymałam się pod drzewem, żeby przeczekać najgorsze, wyciągnęłam pokrowiec na motocykl i na nim usiadłam, żeby chronić ten pęcherz.

W tyłek było cieplej, ochraniacze chroniły kolana przed wodą, tylko ręce do łokci i stopy nie miały zbytniego komfortu. Myślałam, że gorzej być nie może – bo się powoli przejaśniało. No ale w swoim scenariuszu nie ujęłam pędzącego z naprzeciwka samochodu (biały Renault Laguna – jeszcze Cię znajdę! 😉 ), który obdarzył mnie serdecznie wielką falą wody, przewyższającą nawet kask! Przez moment byłam w szoku, takie wiadro wody nie poprawiło mi samopoczucia. Dobrze, że kask nie przemaka!

Powoli przestawało padać, omijałam koleiny z dużą ilością wody i już dało się jechać trochę szybciej. W Ziębicach na stacji postanowiłam się porozbierać, bo peleryna hałasowała tak, jakbym helikopterem leciała co najmniej. I podszedł do mnie chłopak, pytając ile TO ma koni? – O nie – pomyślałam – kolejny znawca tematu i to teraz, jak mam już wszystkiego dość! Ale się okazało, że ten był zorientowany – bo sam ma DR-kę, to sobie miło pogadaliśmy o jeździe w terenie i naszych modelach. Pan był policjantem, to mam nadzieję, że zatrzymywać na trasie mnie już nie będzie ;-).

Po ściągnięciu tego worka i spodni – ukazał się obraz nędzy i rozpaczy! Nogi przemoczone do majtek, klatka sucha, rękawy przemoczone, a dłonie? No to ciekawostka – z jednej strony wybielały od wody, a z drugiej poczerniały od wewnętrznej (skórzanej) strony rękawic! Do dziś mam je fioletowe ;-)!

Im bliżej byłam domu, tym bardziej suchy był asfalt. Okazało się, że w miejscu docelowym nie padało wcale! Dziś trochę kaszel mnie z rana męczył, ale mam nadzieje, że to przejściowe – bo jutro chcę na wyścig górski jechać (taki samochodowy ;-)).  Co zrobię zaraz po wypłacie? Oczywiście zakupie ubranko przeciwdeszczowe!

Facebook Comments
Ten wpis został opublikowany w kategorii Mam prawko, O czym myśli blondynka?, String. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Mój pierwszy deszcz w trasie

  1. Maja pisze:

    Na deszczową pogodę w trasie o ile wygląda na to że może sie przejaśnić polecam przystanki pks, takie murowane 🙂 Jeśli nie ma krawężnika albo jest niski zmieścisz sie i Ty i String ;d Ja tak przeczekalam kiedys 2 przelotne deszcze jadac do Wroclawia i dojechalam suchutka. A przy okazji na przystanku mozesz usiasc, zjesc albo poczytac ksiazke 🙂 Takie przydrozne garaze motocyklowe ;d

    • motorsfera pisze:

      No zwykle wożę i książkę i netbooka, to bym się nie nudziła 😉 Gorzej jak jest jak wtedy – ciemno w koło i do tego noc niedaleko – wyjścia nie było…

  2. motorsfera pisze:

    A czym śmigasz?? Może się gdzieś mijamy;-) ?

  3. Maja pisze:

    czarną Ninją 250, ale Ciebie chyba jeszcze nie widziałam 🙂 Najczęściej spotykam chłopaków zdziwionych moim widokiem ;d A jeżdzę w okolicach Śródmieścia, centrum, czasem robię sobie wycieczki po mieście jak coś muszę załatwić.

  4. motorsfera pisze:

    No ja widziałam taką Ninja i kobitkę jesienią często na drogach w stronę Swojczyc, to Ty byłaś?? Bo teraz inna jeździ już w tamtą stronę większym ścigiem, to może być też ona.

  5. Maja pisze:

    Jesienią jeździłam co najwyżej pomarańczową Yamaszką TW125 ;p Ninją jeżdzę dopiero od maja. Ale wiem, że co najmniej jeszcze jedna dziewczyna śmiga małą Ninją, tyle że limonkowo zieloną bo się spotkałyśmy kiedyś na skrzyżowaniu.

    A Ciebie w jakich okolicach najczęściej można spotkać?

    PS. Mnie tez kiedyś zobaczysz na większym ścigu… kiedyś… ;p marzy mi się teraz R6, ahh… to białe malowanie z 2011… ;p

Dodaj komentarz