Upał i ciuchy

Ubieracie się porządnie na motocykl, nawet w upały?? Ja już na początku kursu miałam maglowany temat ubioru, potem dostałam ochrzan od Waldka, jak przyszłam na jazdę w krótkim rękawku, a potem wreszcie dotarło i się utrwaliło – że ubierać się trzeba i już!

Wyciąganie kamyczków z rąk czy nóg, albo przeszczepy skóry raczej przyjemne nie są (tu można zobaczyć), a mogą się zdarzyć nawet po małej wywrotce! A ręce to często nasza wizytówka (dłoń wyciągamy na przywitanie się) i podstawowe narzędzie pracy. A teraz takie małe ćwiczenie: wyobraźcie sobie dźwięk materiału szorującego po asfalcie. A teraz dźwięk swojej skóry, niczym nie chronionej… Nawet w wyobraźni to boli, a przecież nie musi!

W taki upał to ubieram koszulkę bez rękawków, na to swoją cienką kurtkę z ochraniaczami (nie zapinam pod szyję, żeby powietrze wpadało). Spodnie motocyklowe odpuszczam, ale grube jeansy i ochraniacze kolanowo-piszczelowe są. Rękawice oczywiście też. I w trasie mam pełen komfort, trochę gorzej po mieście, jak na światłach silnik grzeje.

Przecież są też zbroje na siatce i „oddychające” kurtki. A dziś mijała mnie dziewczyna na ścigu, cała porozbierana i się zaczęłam zastanawiać, czy to nie chodzi tylko i wyłącznie o lansowanie się??

Facebook Comments
Ten wpis został opublikowany w kategorii O czym myśli blondynka?. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Upał i ciuchy

  1. malenstwo_83 pisze:

    bez pełnego umundurowania nie wsiadam na moto 😉 nawet jak 32 stopnie na zewnątrz i zanim dojadę do pracy jestem mokrusieńka;-)

    ze zgrozą patrze na gości w t-shirtach, krótkich spodenkach a nawet japonkach – tacy to muszą mieć zaufanie do losu…

  2. Żubr pisze:

    Ja tak samo, nieważne jaka temperatura, Redline’y i skóra na grzbiet. Jedna gleba w zwykłych spodenkach (na szczęście parking) skutecznie wyleczyła mnie z debilnych pomysłów.

    Czy chodzi o lansowanie się? Na stricte sportowym moto – nie widzę innej opcji. 99% ludzi kupuje takie sprzęty żeby podbić swoje e-penisy. A ten jeden pozostały procent, który taki sprzęt potrafiłby wykorzystać wybierze coś wygodniejszego :).

    Pamiętam kolesia na czopku, w klapkach, gatkach hawajskich i orzeszku. Nic ponad to.

  3. Maja pisze:

    Ej weźcie, zgadzam się z Wami i też się ubieram, ale dziś jak wyjeżdzałam z zimnego parkingu po pracy o 16 i powoli docierało do mnie powietrze z piekarnika na dworzu to rozważałam czy sie nie wrócić i przeczekać do nocy ;p

  4. motorsfera pisze:

    No i dlatego, ja dziś wyjechałam dopiero o 19 a i tak była masakra, pod kaskiem szczególnie… I nie powiem, żeby wieczorna jazda mi się podobała. Wkurza mnie oświetlenie wybiórcze i ludzie, których nie widać prawie jak wypadają z chodnika na drogę. Dziś mi taki z piwem wyskoczył na wpół rozebrany znienacka! 😉

  5. malenstwo_83 pisze:

    kurde nie wiem czy zauważyliście ale 20.30 wczoraj to już ciemna noc była, mi od upału bardziej przelotne deszcze przeszkadzają czy burze, które akurat muszą się zacząć gdy muszę wychodzić do pracy, albo wracam do domu…nie cierpię jeździć w deszczu

  6. nymue pisze:

    Nawyki się bierze z kursu-sama mówisz,że Twój instruktor Cię pilnował, jak się ubierasz. I chwała mu to za to. Mnie ostatnio minęła nauka jazdy i zdębiałam…dziewczyna w króciutkich szortach-tyle,żeby dupsko się do siedzenia nie przykleiło i bluzka na ramiączkach. Jeśli szkoły nauki jazdy tak podchodzą do tematu, to co się dziwić, że potem widzi się na ulicach, to co widzi…

    Ja na gorętsze dni zakładam zwykłe długie spodnie ale na to ochraniacze. A na szyję można sobie zawiązać zwilżoną wodą apaszkę czy chustkę. Przyjemnie chłodzi no i zapobiega jakiemuś niemiłemu skurczowi, którzy może na pewien czas sparaliżować odcinek szyjny…

Dodaj komentarz