Melduję się :-)

Chwilkę mnie nie było, a to z powodu „życiowej zawieruchy” – niby jestem bezrobotna, a od rana do nocy zajęta. Przeprowadziłam się do Brzegu Dolnego i od 1 sierpnia zaczynam tu też pracować.

Dwa tygodnie temu, nad jeziorkiem w Bielawie, miałam okazję przejechać się nowym motocyklem Justyny – Hondą CB500X. Bardzo podoba mi się sylwetka tego motocykla, lekkość, pozycja za kierownicą. Jechałam tylko chwilę i wiem, że musiałabym się przyzwyczaić do tego typu motocykla, bo jednak najczęściej jeżdżę nakedami i nieco mi brakowało w nim tego pazura. Z pewnością taki motocykl ma sporo plusów np. podczas jazdy bezdrożami.

Miałam też pewną wtopę, ponieważ wymarzyłam sobie motocykl na ścianie w sypialni. Niby nic trudnego: nakleić szablon, pomalować po nim, zdjąć i gotowe! Tjaaaaaaaa… Był taki tester na ścianę, co niby służył do sprawdzenia, czy farba nie zejdzie – nakleiłam, odczekałam, zdjęłam i wyszło OK. Przystąpiłam więc do wyklejania szablonu – strasznie ciężko go zdjąć tak, żeby został na folii transportowej. Potem pyk na ścianę i znowu trzeba się nagimnastykować, żeby na niej został. Ładnie go docisnęłam, pomalowałam przy pomocy gąbki (jak było w opisie), a używałam farby satynowej, żeby było pod kolor wystroju. Odczekałam, potem drugi raz pomalowałam, aż nastąpiła chwila prawdy – a raczej KATASTROFY! Odklejany ze ściany szablon zdjął nie tylko farbę pod szablonem, ale i w wycięciach szablonu i… jeszcze jedną warstwę farby od poprzedniego właściciela! Porażka na całej linii!!! Zostałam z kilkuwarstwową dziurą w malowaniu ściany. Zamalowałam to farbą podstawową, ale nierówność została i muszę tam teraz coś powiesić. Więc ku przestrodze – szablony nie nadają się do nowoczesnych farb, lateksowych, satynowych. Myślę, że jedynie spray lub zwyczajna farba niezmywalna mogą się do tego nadawać.

A ubiegłą sobotę postanowiliśmy z Emilem zrobić sobie małą wycieczkę po okolicznych, zrujnowanych (niestety) pałacach. Okazało się jednak, że dwie, kolejne godziny spędziliśmy w garażu na próbach odpalenia Kawasaki ZX10 Emila (bo zostawił wpiętą nawigację motocyklową na kilka tygodni). Akumulator umarł na amen, więc chcąc ratować wycieczkę, zgodziłam się być pasażerką na własnym motocyklu. Emil już go prowadził, więc obyło się już bez kangurków i szarpania biegami, jak to miało miejsce za pierwszym razem. Dostał tylko dwa razy ochrzan za 120km/h w zakręcie (Ci na ścigach tak mają), bo ja umrzeć na zawał w tak głupi sposób nie zamierzam. Jadę to wymagam! haha

Historia pałaców pod Oleśnicą jest z grubsza podobna – kiedyś olśniewały, potem zostały włączone do terenów PGR-ów, również jako budynki mieszkalne i postępowało ich zaniedbanie. Bogactwa wywiezione (min. do Warszawy), reszta rozkradziona, a przez dziurawe dachy zniszczenie postępowało szybko i zostały już tylko ruiny z dawnej świetności.

Pałac w Boguszycach został wzniesiony przez Konrada von Randow w połowie XIX wieku (fot. 3-4). A bardziej obecnie zniszczony pałac w Brzezince budowany był od 1725 roku dla rodu von Kospoth oraz bogato zdobiony na styl francuski przez licznych artystów i wyposażony w wiele cennych dzieł sztuki (fot. 1-2).

A to zastaliśmy na miejscu:

Boguszyce


Brzezinka

p.s. Jestem w trakcie testowania budżetowej nawigacji motocyklowej Navitel G550. Póki co oceniam, że dobrze reaguje na dotyk w rękawicy i nawet w słońcu jest czytelna. Więcej napiszę, po większej ilości jazd.

Facebook Comments
Ten wpis został opublikowany w kategorii O czym myśli blondynka?, Wycieczki małe i duże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz